OŁPIŃSKI
|
|
|
W 1992 roku w Polsce było 115 osób noszących to
nazwisko (kobiety i mężczyźni). |
|
|
Nazwisko Ołpiński występuje w
odnalezionych źródłach stosunkowo późno, bo w końcu XVI wieku. Sam rdzeń OŁP
występuje znacznie wcześniej w dokumentach dotyczących wsi O Ł P I N Y,
lokowanej w XIV wieku.
Król Kazimierz Wielki pragnąc pożytek Królestwa Naszego jak najbardziej
poszerzyć i powiększyć, swoim Przywilejem Lokacyjnym wystawionym w Bieczu w
dniu 7 sierpnia 1349 roku w Imię Pańskie założył i na Prawie Magdeburskim
urządził Wieś Ołpiny w ziemi Bieckiej (Archiwum Kapitulne w Krakowie, Ks.3,
część XV. Nr 18). Dokument lokacyjny został wydany Janowi Gerlachowi i
drugiemu Janowi którzy zostali sołtysami. Już wówczas doszło do podziału na
Ołpiny Górne i Dolne. Podział ten przetrwał do do czasu zniesienia
pańszczyzny w 1848roku. Ołpiny to wieś duża, lokowana na 100 łanach
frankońskich (1 łan - 60 morgów).
I do dziś znawcy wiodą odwieczny spór etymologiczny: czy pierwszy był
władyka o imieniu OŁPA, czy też OŁP - rycerz, może pochodzenia nordyckiego,
z XII wieku, jak zaznacza Aleksander Bruckner w swej epokowej książce
"Dzieje kultury polskiej", wyd. J. Przeworskiego, W-wa 1939, czy wieś
o nazwie... OŁPINY.
Ów Ołpa - rycerz średniowieczny - mógł nazywać się Olaf, i jego imię
modnie spolszczone przez Polaków w drużynie księcia brzmiało twardo z głoską
Ł w środku.
A skądże by miał się wziąć nordycki rycerz na południowej granicy
księstwa krakowskiego?
Pamiętajmy, że nasze najwcześniejsze stosunki międzynarodowe oparte były
o sojusze potwierdzone więzami matrymonialnymi między męskimi
przedstawicielami naszego domu panującego pierwszych Piastów z dynastią
Przemyślidów czeskich, a także na biegunowej rubieży z domem Skandynawów za
morzem Bałtyckim. I królewny wydawane za mąż wędrowały długą karawaną
dworską od gór Karpat aż do wejścia na statek , jak córka księcia Mieszka
Swiętosława, lub wcześniej jej matka Dobrawa. Towarzyszyły ich osobom świty
rycerzy w pełnym rynsztunku i sławie wojennej , popasający w dłuższych
okresach dla odpoczynku w wielu miejscach trasy ,którą musieli przebyć w
długości około tysiąca km w konnym orszaku.
Tak więc ów Ołpa może zamarudził, bądź z wdzięczności wykupił ziemię pod
przyszłą wieś, lub otrzymał ją w darze za wypełnienie jakiegoś szczególnego
zadania dla władcy, którego był wysłannikiem lub gościem, posłem etc.
Otrzymał więc ziemię w darze i założył wieś Ołpiny obdarowując przy okazji
kościół parafialny. |
|
|
Rocznik Swiętokrzyski notuje pod
datą 1079 r nazwę Biecz, jako siedzibę kościoła parafialnego. A jeśli była
parafia, to byli i ludzie. Parafianie, którzy zbudowali kościół i modlili
się w nim. Chociaż nie znamy ich imion i nazwisk, oraz liczby wiernych.
Pierwsze wzmianki o Bieczu znajdujemy w katalogu V biskupów krakowskich z
lat 1023-1032 i dotyczą one kościoła i ziemi bieckiej. Z tą ostatnią
związany jest dokument wydany w 1184r. przez Kazimierza Sprawiedliwego, w
którym dziesięciny z ziemi bieckiej nadaje kolegiacie św. Floriana w
Krakowie.
W roku 1124 książę przemyski Włodzimierz uderzył zbrojnie na ziemię
małopolską ,aż po gródek Biecz, którego nie zdobył i powrócił na wschód.
W średniowieczu Biecz był miastem znanym. Pełnił ważną funkcję
strategiczną, był także ośrodkiem wymiany gospodarczej bowiem leżał na
skrzyżowaniu ważnych dróg handlowych. Zapewne dlatego był często przedmiotem
sporów między feudałami. Data lokacji miasta nie jest znana. Jednak wg
wszelkiego prawdopodobieństwa osada otrzymała prawa miejskie około roku
1257r. od Bolesława Wstydliwego. Wiadomo zaś, że 23 lutego 1363r. Kazimierz
Wielki wydał wtórną lokację miastu na prawie magdeburskim.
Podobnie wieś Ołpiny, należąca do dekanatu bieckiego rośnie i rozwija
się. Parafia Ołpińska od chwili swego powstania, aż do końca XIX wieku
zawsze obejmowała wsie: Ołpiny (Dolne i Górne), Żurową i Olszyny. Jej
pierwowzorem była parafia w Królewskim Grodzie w Bieczu. Ołpińska Parafia
prawie zawsze była w Dekanacie Bieckim. Patronem parafii w chwili jej
założenia był sam Król - jako że pierwotnie Ołpiny były własnością Królewską
- potem sami prywatni właściciele wsi (pierwszym właścicielem był Spytek z
Melsztyna).
Za kilkadziesiąt lat wieś otrzymała potwierdzenie swego istnienia
dokumentem królewskim ostatniego Piasta króla Kazimierza Wielkiego.
Przyjmujemy zatem że Parafia w Ołpinach powstała w połowie XIV, zapewne
wnet po 1349 roku, skoro istniało owo dość hojne nadanie królewskie.
Najstarsza o niej wiadomość zachowana na piśmie pochodzi z 1384 roku. Kiedy
wcześniej powołana do życia parafia Biecz w 1353 należy do dekanatu Zręcin.
W księgach miasta Biecza Castrensia Biecensia znajdujemy nazwisko
Ołpiński , jako obywateli przyjmowanych do prawa miejskiego, dopiero w wieku
XVI. Należy jednak przyjąć, że istnieli być może wcześniej, gdyż ci
szesnastowieczni byli już zasiedziali w swych murowanych posesjach przy
rynku i posiadali składy win, co oznacza, iż ich dom był murowany i
podpiwniczony ogromnymi piwnicami , mogącymi pomieścić owe wielkie beczki z
przednim węgrzynem, oraz że do ich sieni mogły wtoczyć się wozy konne ,
wyładowane tym i beczkami.
A późniejsze badania archeologiczne prowadzone w Bieczu od roku 1958
potwierdziły ten fakt, iż dookoła rynku stały domy z wielkimi piwnicami jako
magazynami na przechowywane wino. |
|
|
Odnaleziono jak dotychczas
pierwszych dwóch protoplastów rodu - przyszłych mieszczan bieckich
przyjmujących prawo miejskie dotyczą lat II połowy XVI wieku. Byli to:
Sebastian i Andrzej Ołpińscy.
Sebastian Ołpiński jest pierwszym znalezionym pod datą
1563 w nocie o przyjęciu do prawa miejskiego w Bieczu tkacza o tym nazwisku.
dokument w posiadaniu Pawła Ołpińskiego, syna Stanisława Andrzeja , wnuka
Karola , wojewody i ministra II RP
Andrzej Ołpiński był drugim przyjętym do prawa
miejskiego w roku 1576.
Nie wiadomo, czy ci pierwsi Ołpińscy znalezieni pod tymi datami są
krewnymi, braćmi, czy ojcem i synem, bądź stryjem i bratankiem.
1618
Stanisław Ołpiński ma winiarnię i płaci najwyższe
podatki dopiero w roku 1618, więc mógłby być synem, ale nie mamy dowodów na
tę parantelę. Stanisław Ołpiński - kupiec, właściciel winiarni w Bieczu,
oraz nieznana z imienia - jak dotąd - jego żona pod datą 1618 - 1930.
Obydwoje państwo Ołpińscy posiadali dom w zachodniej pierzei rynku, tam
stała ich winiarnia z pełnymi beczkami węgierskiego wina, przywiezionymi
przez węgierskich kupców z Bardiowa. Ten zapis jest umieszczony w wykazie
sporządzonym w celach podatkowych w księdze radzieckiej rajców JKM miasta
Biecza, które przeżywało właśnie swój okres świetności. Było wtedy w Bieczu
16 winiarni i jednym z zamożnych właścicieli -kupców handlujących winem był
właśnie Stanisław Ołpyński ze swoją żoną. (Biecka Księga Depozytowa -
Archiwum państwowe - Kraków Dep.2 R:1618-1619). Małżonkowie Ołpińscy
posiadali dom szynkowy wielki, kopowy, co oznacza, że płacili najwyższy
podatek uzasadniony wysokimi obrotami handlowymi. Dom podpiwniczony, gdzie
piwnice stanowiły magazyn dla beczek z przednim węgrzynem. Wjeżdżało się do
niego przez wielką bramę i sień , w której mógł się zatrzymać wóz zaprzężony
w konie, celem wyładowania, a także postoju dla zmęczonych podróżą koni oraz
nakarmienia ich. Zamykana na noc brama umożliwiała bezpieczny odpoczynek
kupcom i właścicielom cennego ładunku. Piętnaście lat później w innym
dokumencie wspomniana jest już tylko wdowa zapewne po Stanisławie, ponieważ
rajcy zapisują, że beczki z winem znajdują się pod domem Ołpińskiej. Był to
rok 1631, kiedy w piwnicach domu Ołpińskiej znajdowało się 6 beczek wina.
Początki rodu giną więc w pomroce dziejów, zapewne był to wiek XVI ,a może
nawet wcześniej, gdyż w tymże wieku ród ów był zacny (a może nawet i
szlachetny, albowiem wydał biskupa, który wizytował plebana w pobliskich
OŁPINACH, vide księga pamiątkowa inkunabuł bezcenny).
Jeden z Ołpińskich piszący w II RP dzieło p.t. "Podnieśmy ją wzwyż", W-wa
1938, wspominając swych przodków podaje, iż jeden z nich był kasztelanem
krakowskim: Bolesław, a jego syn Józef był
posłem króla Jana Sobieskiego w Londynie; Jerzy Stanisław
był generałem WP za Jana Kazimierza,
Stanisław był pułkownikiem WP w czasie powstania
styczniowego 1863 i popełnił samobójstwo przed wzięciem go do niewoli.
Walczył w powstaniu razem ze swym bratem Kazimierzem, który
zmarł 1937 roku w Tarnowie jako uznany przez II RP zasłużony weteran,
odznaczany za walkę o niepodległość. vide biogramy (te najstarsze postaci
podawane wyżej wymagają sprawdzenia w źródłach).
Rodzina niewątpliwie przeżywała okres swej świetności w wieku XVI - do
połowy XVII. Potem wraz z ogólnym upadkiem państwa, miast, miasteczek i wsi
podupadła także. Szczególnym kataklizmem dotknęła rodzinę zaraza i pomór
tzw. morowe powietrze, które raz za razem całkowicie skosiło życie więcej
niż połowy Polaków. Poszczególne fale epidemii nie pozostawiały żywych,
wszystkie domy opustoszały, rozsądniejsi porzucali stare miejsca
zamieszkania, przenosili się dalej na wsie. Nie wiele to pomagało, a zaraza
rozszerzała się i przenosiła wraz z uciekinierami. Może jednak ktoś żywy
zachował się w zdrowiu, skoro za kilkadziesiąt lat od najstraszniejszej fali
w 1720 - 21 roku epidemii pojawiają się w księgach metrykalnych założonych
na nowo w 1772 roku zarządzeniem władzy rozbiorowej, kolejni Ołpińscy, który
przetrwali przeciwności losu.
Ile jeszcze tajemnic dotyczących rodu kryją niezbadane dotąd pod kątem
poszukiwania przodków akta sądu grodzkiego i ziemskiego w Bieczu, tzw.
Castrensia Bieciensia Relationes, Archiwa Akt Dawnych, Depozytowe księgi
miejske bieckie i ...
Może wyjaśniłaby się zagadka, dlaczego ród podupadł w ciągu dziejów i
zubożał, kiedy ze szlacheckiego stał się mieszczańskim, a może było
odwrotnie i jacyś wyjątkowo zasłużeni Ołpińscy - mieszczanie zostali
nobilitowani za jakieś wybitne zasługi dla monarchów Jagiellonów w może
jeszcze ostatniego Piasta, który powtórzył lokację dla Biecza i lokował
Ołpiny na prawie niemieckim? (Ołpiny 1349, Biecz - 2-ga lokacja 1364) |
| Przywilej lokacyjny wsi Ołpin |
|
PRZYWILEJ LOKACYJNY WSI OŁPIN
(Kodeks dyplomatyczny katedry krakowskiej św. Wacława, 1.1, s. 240-241)
Kazimierz, Król Polski, daje niejakim Janowi i drugiemu Janowi wieś
Ołpiny celem osadzenia jej na prawie niemieckim magdeburskim i nadaje im
urząd sołtysów, oznaczając przy tym ich uposażenia oraz obowiązki kmieci.
W imię Pańskie Amen. Co wielmożna królów powaga postanowiła zdziałać,
powinno być mocne i stale i otrzymać siłę wiecznej trwałości. Dlatego My
Kazimierz, z łaski Boga król Polski, czynimy wiadomem wszystkim tak obecnym
jak potomnym mającym to pismo oglądać, że pragnąć pożytki królestwa naszego
jak najbardziej poszerzyć i powiększyć, dajemy przezornym, mężom Janowi i
drugiemu Janowi wszelaką moc założenia i urządzenia na wieczne czasy na
prawie niemieckim, które się zwie magdeburskie, wsi w Ołpinie (in Olpina) na
rzece zwanej Swepietnica i z obu stron tej rzeki, która to wieś czyli
dziedzina (hereditas) będzie miała sto łanów w swoim obwodzie. Tym to Janowi
i drugiemu Janowi nadajemy w wymienionej wyżej wsi sołtystwo wieczystym i
dziedzicznym, prawem mieć, posiadać, dzierżyć, sprzedać, darować i zamieniać
tudzież obracać według swej i sukcesorów woli. ....."
Szpital dla biednych Szpital dla ubogich w Ołpinach został ufundowany w
1585 roku przez Elżbietę Jordanównę z Zakliczyna Kasztelanową Zawichoską,
córkę Spytka Wawrzyńca, właścicielka Ołpin i Olszyn która na ten cel
wykupiła jedną rolę ziemi od kmiecia Hycnara. Wedle woli fundatorki, mogło
korzystać równocześnie dziewięciu ubogich katolików z Ołpin. Zarząd nad
majątkiem szpitala należał do plebana i dwóch radnych gminnych z Ołpin
Górnych. W roku 1586 obszar "Szpitalówki" wynosił 30 morgów i 350 zł
reńskich kapitału. Ks. Michał Bętkowski samowładnie na tej roli obsadził
osmiu poddanych i nadał im w posiadanie 10 morgów pola, co pozostało po
zniesieniu pańszczyzny w 1848 roku. |
|
|
Wojciech Ołpiński pojawił się w
odnalezionych dokumentach w Bieczu pod datą 1791 , jako roku urodzenia
pierwszego syna Jana oraz w 1792 roku urodzenia swojej córki Salomei z matki
Apolonii z Pieczkiewiczów - Ołpińskiej.
Był to czas po kataklizmach klęsk epidemiologicznych, które dotykały
miasto w latach 1543 , i ponownie w 1572, powtarzając swoje straszliwe ataki
później w 1600 - 1601 roku, aby całkowicie skosić nieubłaganą , okrutną
chorobą 1720 - 21, kiedy cała ludność wymarła z powodu strasznej zarazy. Po
tych katastrofach biologicznych i pożarach, które dodatkowo zniszczyły
zabudowę miasta napływała nowa ludność, z okolicznych wsi i innych miast
Polski , wychodząc ze swych kryjówek w odludnych miejscach w środku dawnej
puszczy. Tylko tam mogła się schronić rodzina naszych przodków, aby nie ulec
zakażeniu , rozwlekaniu zarazy przez zwierzęta i zapobiec szerzącemu się
głodowi.
Kiedy w międzyczasie nieco ludność się odrodziła spadła na Biecz i
okolicę nowa plaga w postaci niszczycielskich wojsk szwedzkich, plądrujących
i rabujących dobytek w czasie wojny polsko - szwedzkiej " potopu " w 1655 -
1660 . Po przejściu wojsk i zakończeniu wojny Biecz znowu nawiedziła kolejna
epidemia czyli tak zwany pomór, morowe powietrze, "czarna niewiasta ". w
1663 roku, kiedy zmarło 600 osób, a kolejna z 1720 zabrała 400 istnień
ludzkich. I kiedy po jej przejściu stan miasta zbadała specjalna komisja
lustracyjna - okazało się że miasto przestało istnieć. Gruzy, ruina i
pustka. Po okresie wielkiej świetności kamiennych domów , zasobnych i
zamożnych mieszczan bieckich pozostały tylko ruiny i zgliszcza.
I z takich to zgliszcz odrodzili się nasi przodkowie jak feniks z
popiołów. Ile musieli wykazać hartu ducha i włożyć pracy, wnieść od nowa
zachowanych gdzieś oszczędności, aby odbudować DOMY.
Ale na razie, kiedy komisja lustrowała miasto po klęskach w roku 1721
stwierdziła, że stoją jedynie chałupki (nowo zbudowane), budy i "przyklety "
, to jest naprędce sklecona budka dla przenocowania, tymczasowa, która
musiała dawać schronienie przed deszczem jedynie. Taka właśnie przykleta
stała jako jedyna , na miejscu dawnych wspaniałych kamiennych, murowanych
posesji mieszczańskich w zachodniej pierzei rynku bieckiego. Zrujnowany więc
został dom Ołpińskich, a kiedy w roku 1753 znajdujemy zapis w dokumencie o
domu Pieczkiewiczów przy placu Kromerowskim ,to znaczy , że został on
zbudowany NA NOWO W LATACH 1721 - 1753 I BYŁ znowu murowany. A wokół nadal
jeszcze były puste place i niezamieszkałe ruiny domostw.
Wojciech Ołpiński, a może jego ojciec powrócił więc do Biecza na stare
śmiecie z konstruktywnym planem i wielkim samozaparciem odbudowania
wszystkiego OD NOWA ! ........ To hart ducha i wielka wiara w Opatrzność
Bożą oraz dziękczynienie za przetrwanie rodu, dały im tę wielką i przemożną
siłę do podniesienia się po klęskach z upadku.
Jawi się więc jego postać jako bohatera , który potrafił zebrać wszystkie
siły , aby kontynuować życie i ciężką pracą podnieść ród z zapaści.
Wojciech Ołpiński żeni się z posażną bieczanką sławetnych rodziców -
panną Apolonią Pieczkiewicz, której rodzice posiadali place i też powrócili
budując nowy dom, widocznie oszczędności nie byle jakie zabrali ze sobą
uciekając przed zarazą, skoro stać ich było najwcześniej zająć się
odbudowywaniem na swojej parceli jako na WŁASNOśCI.
Jeszcze w protokole lustracyjnym w roku 1765 roku - 45 lat po morowym
powietrzu nie ma zapisanego ,ani szlachcica, ani rzemieślnika krawca, może
więc widząc zapotrzebowanie na ten zawód - zapisano, że byli jedynie w
Bieczu: rzeźnicy, szewcy, piekarze i garncarze - nasz przedsiębiorczy
przodek Wojciech, dostosował się do zaistniałej sytuacji i zmienił
kwalifikacje na urzędnika magistrackiego.. Bo zapisano ,że innych zawodów
niż wymienione wyżej nie było. W 1756 roku ponownie odtworzono w Bieczu
mizerny cech szewski , co w porównaniu do czasu, kiedy w wieku XVI, miasto
posiadało 3o cechów - daje pełny obraz całkowitej mizerii miasta
królewskiego, ale jeszcze niepodległego. A potem po upadku państwa i I
rozbiorze Polski, kiedy ziemia biecka stała się prowincją austriacką w 1772
roku, i kiedy od tegoż roku , już na świat przychodzili młodzi, następni
Ołpińscy synowie i córki Wojciecha : Salomea - Karolina,( być może także
Ignacy), Józef Antoni, Erazm Panteleon i ostatni zapisany w 1802 r Marceli -
ks. Jan Bochniewicz , wójt miasta , a zarazem wuj żony Wojciecha - Apolonii
Ołpińskiej - wielki filantrop zmartwiony nędzą upadłego miasta kazał swoim
spadkobiercom w roku 1802, w testamencie wybudować 16 domków w pustych
ulicach bieckich, oraz placach własnym sumptem i na własny koszt. Wśród tych
nielicznych przybyłych na nowo do Biecza mieszczan najważniejszą była matka
rodu Ołpińskich - Apolonia i przed tym młodym małżeństwem z bieckiej society
stało wielkie zadanie podźwignięcia miasta z upadku.
Data urodzenia Wojciecha Ołpińskiego założyciela odnowionej dynastii
Ołpińskich w Bieczu to rok 1765, ( datę podaję za potomkiem Wojciecha -
Pawłem, który posiada wszystkie potrzebne akta w odziedziczonym kuferku z
dokumentami rodowymi po przodkach! i pilnuje ich jak oka w głowie, broniąc
dostępu z rzadka uchylając rąbka tajemnicom !) - gdyż nie ma tej daty w
księgach bieckich, z powodu całkowitego wymarcia ludzi nie miał tych ksiąg
miejskich kto prowadzić, ani kogo zapisywać. Jeśli istnieją gdzieś , jakieś
zapisy, to albo nie zostały jeszcze odnalezione, albo nie dotyczą rodu
Ołpińskich.
Jego dzieci z małżeństwa z posażną bieczanką Apolonią Pieczkiewicz
zapisane w Liber Natorum odnalazłyśmy pod datą 1791. Jest to pierworodny syn
Jan. Jeśli były dzieci wcześniej, należy ich szukać w księgach zgonów. A
może należy szukać Ołpińskich wcześniej tam , gdzie uciekli przed zarazą i
mieszkali do czasu jej ustąpienia, co najmniej przez jedno pokolenie,
ponieważ wiadomo, że bardzo długi czas prawie wszystkie domy w Bieczu były
opuszczone i wymarłe , stały puste i niezamieszkałe. Ludność, która
zamieszkiwała poza murami, też opuściła przedmieścia, chociaż mieszkali tam
wcześniej wszyscy ci, którzy posiadali domy, folwarki i ogrody, oraz ci,
którzy oczekiwali na przyjęcie do prawa miejskiego i zanim go uzyskali byli
extra muros - na przedmieściach.
Panna Apolonia zapewne była jedynaczką, jej rodzice od dawien dawna
mieszkali w Bieczu i posiadali na własność połowę placu rynkowego od strony
zachodniej, ,kamienicę i zabudowania, byli więc zamożni i szanowani. Młoda
Apolonia, kiedy po wyjściu za mąż nazywała się już Ołpińska, była proszona
na matkę chrzestną nowonarodzonych dzieci obywateli bieckich. Oznacza to, iż
była szanowaną i pożądaną osobą, jako żona burmistrza miasta, której
MATKOWANIE PRZY CHRZCIE BYŁO NIEWATPLIWIE splendorem i zaszczytem dla
podopiecznego chrześniaka oraz jego rodziców. Sama miała kilkoro dzieci.
Taka posażna i szanowana panna ze starego mieszczańskiego rodu nie mogła
wyjść za mąż za byle kogo. Ten pierwszy Ołpiński nie mógł więc być chłopem,
włościaninem, który dopiero co pojawia się z pobliskiej wsi np. Ołpin, w
poszukiwaniu zatrudnienia. Nie mógł być także żadnym partaczem czyli
stulerem, zamieszkującym extra muros. Musiał być przybyszem, zamożnym, który
odziedziczył majątek ziemski, albo go kupił za odpowiednie pieniądze. Trzeba
przebadać przyjęcia do prawa miejskiego w Bieczu pod tą datą, jak i kiedy
nabył majątek ziemski pod miastem Biecz - Wojciech Ołpiński , skoro ożenił
się z córką tak zasiedziałych zamożnych, starych mieszczan bieckich. Jej
panieńskie nazwisko wielokrotnie pojawia się w zapisach dynastii
PIECZKIEWICZóW sięgających NAJSTARSZYCH czasów W BIECZU. Imiona jakie nadała
Apolonia swym dzieciom z Wojciechem Ołpińskim świadczą, iż to on jako homo
novus je proponował, bo są one wcześniej nie znane w kalendarzu imion
używanych w Bieczu ... np : Erazm Pantaleon, Marceli, SalomeaKarolina. Nie
są to wszyscy odszukani.....
Sprawdzałam w źródłach tok pracy administracyjnej władz austriackich za
Marii Teresy, a potem jej synów Józefa i Leopolda. Józef wprowadził
rygorystyczny obowiązek dla administracji na nowo włączonych ziemiach, a
krakowska należała już od 1770 z uwagi na konfederację barską, której
zgrupowanie wojsk w Muszynce zostało rozbite przez wojska austriackie przed
I rozbiorem. Dukla została wtedy stolicą cyrkułu, chociaż dotychczas to
Biecz był dominujący, jako stolica ziemi z Duklą włącznie. Czyli Biecz
został zdetronizowany ..... ! na rzecz Dukli, a potem Jasła od 1792 roku. Co
to oznacza dla naszego przodka ? 1) musiał doskonale znać język niemiecki,
bo to był warunek sine qua non, żeby zostać burmistrzem, jako urzędnik
austriacki......Oryginalny dokument z dnia 20 kwiatnia 1792 roku, będący w
posiadaniu Pawła Olpińskiego podaje, iż Wojciech Ołpiński został wybrany na
burmistrza 3775 głosami mieszkańców ziemi bieckiej na burmistrza miasta
Biecza. Dokument został wydany w Jaśle, jako stolicy nowoutworzonego cyrkułu
z polecenia władzy austriackiego zaborcy.
Czy rzeczywiście został wybrany ? Patenty józefińskie - a takie tylko
nadawano - Wojciecha jest jednym z pierwszych i wydaje się, iż zwrot
"wybrany" jest jedynie dekoracyjnym ozdobnikiem mającym dodawać splendoru.
Swiadczy o tym cyfra ludności.... Jasło liczyło wtedy ok.. 3000 tys. według
najnowszych badań. Biecz mógł mieć tylko mniej....., ale w to w Bieczu były
większe budynki administracji grodzkiej i ziemskiej, a nie w Jaśle. Te
pozorne sprzeczności pozwalają nam zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie kim
był i skąd się wziął Wojciech w Bieczu . Albo był konfederatą przybyłym z
Litwy do walki z Moskalami i osiedlił się pod panowaniem austriackim, czyli
monarchy oświeconego, albo wydobyty został z miejscowej szlachty
ZAśCIANKOWEJ ZIEMI BIECKIEJ, JAKO KANDYDAT GWARANTUJąCY dokładne wykonywanie
zarządzeń nowej, niestety zaborczej władzy. Była ona oświecona i ten aspekt
polegał na tym, że antenat dostał podstawowe zadanie do wykonania w Bieczu i
wywiązał się z niego nad podziw dobrze ...... dopilnował wybudowania
pierwszej drogi łączącej Jasło z Gorlicami do roku 1794 - 1796.
Cała późniejsza kariera jego najstarszych synów związana była z awansem
społecznym zależnym od władz austriackich, przeniesienie się do stolicy
Galicji i Lodomerii o tym świadczy, że Wojciech był docenionym i ważnym,
dobrze wypełniającym swe obowiązki urzędnikiem, dostrzeżonym przez
zwierzchnią władzę zaborczą.
L O J A L I S T A !
Przypuszczalnie ten pierwszy Ołpiński, który pojawia się w Bieczu w tym
czasie, jest następcą nie zapisanego z powodu braku ksiąg metrykalnych
jakiegoś starszego Ołpińskiego - swego ojca, ( może był nim Krzysztof ? ) o
którym na razie nic nie wiadomo. W każdym razie musiał mieć rodziców i
gdzieś przetrwali jego dziadkowie przez czas przeciwności i druzgoczących
klęsk. Zamożniejsze rody bieckie posiadały folwarki pod miastem lub w
pobliskich wsiach. Ale wszędzie docierała zaraza. W roku 1733 proboszczem w
parafii i kościele pod wezwaniem Bożego Ciała, a zarazem dobroczyńcą
klasztoru OO. Reformatów w Bieczu, był ksiądz Ołpiński. Złożył on ofiarę na
wybudowanie stacji Męki Pańskiej w klasztorze i kościele pod wezwaniem św.
Anny.
Według relacji lwowskiej linii Olpińskich, Wojciech był burmistrzem
miasta Biecza. Wygląda z tego, że powołanym na to stanowisko w wyniku
głosowania ma sejmiku ziemskim ziemi bieckiej, (czyt. mianowanym), 3785
głosami szlacheckimi w tzw. "concurs" . A jak to było dotychczas? W wolnej
Rzeczypospolitej, w królewskim mieście Bieczu władze miasta były wybierane
przez rajców, a wójt był mianowany. Natomiast władze austriackie po zajęciu
ziemi krakowskiej przez wojska Marii Teresy ( na skutek zgrupowania
konfederatów barskich w Muszynce i ich przemarszów w 1770 roku, a później
,za dwa lata po dokonanym pierwszym rozbiorze Polski) wprowadziły swoje
porządki . I być może sprowadzonym burmistrzem był Wojciech, z jakiejś innej
linii niż przodkowie bieccy, może nawet z Litwy, gdzie to nazwisko także
istniało i wywodziło się od nazwy O L P I E ń Mozyrski, miejscowości w
księstwie brzesko-litewskim koło Trok . Olpińskich z tamtego terenu notują
herbarze polskiej szlachty, jako ważnych urzędników królewskich, dyplomatów
w Rzeczypospolitej szlacheckiej.
vide: materiały źródłowe
Szlachta to uprzywilejowany stan społeczny, ukształtowany w XIV-XV w..
Podstawą jej dominującej pozycji w społeczeństwie były:
1. dziedziczne posiadanie ziemi - nie wiemy czy Wojciech Ołpiński
posiadał ziemię, apeluję w tym miejscu do potomków jego z linii lwowskiej,
do kontynuowania badań historycznych nad tą postacią;
2. jeśli był wybrany na sejmiku głosami szlacheckimi , to oznacza, że
posiadał stopniowo rozszerzane prawa i przywileje stanowe wydawane przez
królów (m.in. przywileje: koszycki 1374, czerwiński 1422, jedlneński 1430;
konstytucje piotrkowskie 1496, statut warcki1423, statuty nieszawskie 1454 -
konstytucja 1505 - odziedziczone po swych przodkach.
Inna sprawa, że historycy podważają ważność oddawanych głosów
szlacheckich na sejmikach w XVIII wieku z powodu ogólnego upadku państwa i
obyczajów oraz honoru szlacheckiego, mówi o tym prof. August Sokołowski w
swym dziele pt. Dzieje Polski - Wiedeń 1905r
3. jako szlachcic miał prawo sprawowania jurysdykcji nad poddanymi , o
ile ich posiadał w dobrach swoich i jeśli takowe miała jego rodzina. (
Według potomka Wojciecha - Pawła Olpińskiego - rodzinną posiadłością był
Szymbark - rzecz nie do końca zbadana, iż mająteczek ów przechodził z rąk do
rąk. )
4. Najważniejszym prawem szlacheckim była nietykalność osobista, ale
tylko przestrzegana w wolnej ojczyźnie, bo za lat pięćdziesiąt to prawo było
już mityczne, co udowodniła władza zaborcy austriackiego w słynnej rabacji
chłopskiej w 1846 roku , kiedy najmłodszy syn Wojciecha - Marceli Ołpiński,
w dodatku ksiądz został tej wolności pozbawiony ( o tym niżej !)
5. Szlachta posiadała prawo sprawowania urzędów i tylko z tego prawa
wydaje się skorzystał nasz Wojciech Ołpiński zostając burmistrzem na mocy
dokumentu wydanego w stolicy cyrkułu austriackiego - Jaśle - , do którego
przydzielono Biecz ; a za dwa lata od tego wydarzenia cesarz zakazał
zwoływania sejmików szlacheckich.
6. Na razie nie wiadomo z jakich to swobód podatkowych i celnych jako
szlachcic mógł skorzystać Wojciech Ołpiński.
Głównym obowiązkiem szlachty była służba wojskowa w pospolitym ruszeniu.,
ale zaborca z tej możliwości nie skorzystał powołując własne reformy
wojskowe do życia opierające się na obowiązkowym poborze rekruta z
najbardziej nieuświadomionej warstwy podbitego społeczeństwa czyli chłopów.
I rękami tychże rozprawiając się z patriotycznie nastawioną tą częścią
szlachty, która nie poddawała się mirażom i czczym obietnicom zaborczej
władzy, stanowiąc zarzewie powstań narodowych i myśli niepodległościowej.
Do szlachty należeli ci, którzy urodzili się z rodziców szlacheckich (od
1505r. także matka winna być szlacheckiego pochodzenia) z legalnego związku
małżeńskiego.. Szlachectwo można było uzyskać poprzez nobilitację lub (do
lat 30 XVIII w.) adopcję; cudzoziemcy przez indygenat. Szlachectwo osobiste
(po 20 latach pracy - dziedziczne:-) posiadali od 1535r. profesorowie
Akademii Krakowskiej.
Jeśli Wojciech Ołpiński mógł wylegitymować się szlacheckim pochodzeniem ,
to niestety zgodnie z konstytucją z 1505 roku , straciły to pochodzenie jego
dzieci przez fakt ,iż rodziła je mieszczanka , której przysługiwał tytuł
sławetna .
Podstawę materialną szlachcie dawała przede wszystkim gospodarka
folwarczna, korzystająca na ogół z pracy pańszczyźnianej. W XVI w. dość
liczną warstwę tego stanu tworzyła szlachta średnia, jedno lub
kilkuwioskowa, i jeśli Wojciech Ołpiński starał się w urząd w mieście , to
oznacza, iż uposażenie majątkowe miał raczej skromne , a może z powodu
ogólnej niewydajności ekonomicznej pracy chłopów pańszczyźnianych nie mógł
uposażyć całej swej licznej rodziny.
O pozycji formalnie równej szlachty (szlachcic na zagrodzie równy
wojewodzie) decydowała, szczególnie XVII w., wielkość posiadanych dóbr
ziemskich. W wyniku procesu koncentracji ziemi i wytworzenie się wielkich
dóbr magnackich oraz narastania dominacji politycznej magnatów znaczenie
oraz liczba średniej szlachty uległa zmniejszeniu. Wzrósł odsetek szlachty
drobnej (posiadającej część wsi) i gołoty, formalnie posiadających pełnię
praw, jednak w coraz większym stopniu uzależnionych od magnatów i
stanowiących ich klientele. Przywileje nie posesjonatów mocno ograniczyła
"Konstytucja 3 maja". I do takich zapewne należał nasz przodek Ołpiński.
Według szacunków w końcu XVIII w. szlachta stanowiła od 6 do 10% całej
populacji ówczesnej Rzeczpospolitej, w tym posesjonatów było ok. 17%,
drobnej i czynszowej szlachty około 60%, pozostałą grupę tworzyła szlachta
na służbie i w zawodach pozarolniczych. W rozmieszczeniu terytorialnym
szlachty występowały znaczne różnice regionalne. Na terenach ziemi bieckiej
wyraźnie przeważała szlachta drobna. W wyniku rozbiorów wraz z wprowadzeniem
ustawodawstwa absolutystycznego państwa zaborczego, szlachta utraciła swe
przywileje. Do utworzonej w 1775r. w zaborze austriackim " Metryki
szlacheckiej" prowadzącej ewidencję rodów szlacheckich nie mogła wpisać się
szlachta bezrolna. W II -giej połowie XIX w. za szlachtę uważano przede
wszystkim właścicieli ziemskich oraz potomków rodzin szlacheckich, jak np.
Skrzyńskich, Siemińskich - nabywców Biecza , Potockich, Stadnickich,
Jabłonowskich... Zmiana układu politycznego, uwłaszczenie chłopów oraz
kryzys rolnictwa w końcu XIX w. spowodowały podjęcie przez znaczną część
szlachty pracy zawodowej w miastach, głównie zajęć inteligenckich i właśnie
do takich należał nasz przodek z końca XVIII wieku
Hipoteza 1 : Wojciech Ołpiński -jako szlachcic
Zakładając, że Wojciech był przedstawicielem szlachty , zwrócimy uwagę,
iż szlachta polska, jeszcze w XVIII wieku u progu epoki stanisławowskiej,
zajmowała wyjątkową pozycję w Rzeczpospolitej. Jako stan zdołała
zmonopolizować posiadanie ziemi, a także przejęła w swoje ręce pełnię władzy
politycznej- ale tylko do czasu III Rozbioru. Fenomen szlachty polskiej
polegał, między innymi, na wyjątkowo dużej liczebności tej rządzącej klasy
(8% ogółu ludności w ostatnim ćwierćwieczu XVIII stulecia; w Galicji około
70 - 120 tysięcy osób). Była ona ogromnie zróżnicowana pod względem
majątkowym i pozycji politycznej w państwie: od magnata kilkusetwioskowego
do bezrolnego szlachetki, szukającego środków do życia w pracy u
posesjonatów, jak również w miastach. Drobna szlachta stanowiła 75% stanu
szlacheckiego w Galicji.
Po zajęciu Galicji w roku 1772 rząd austriacki postanowił potwierdzić
wszelkie przywileje polskiej szlachty, o ile nie będą one sprzeczne z
obowiązującymi w Monarchii prawami. Oznaczało to w praktyce znaczne ich
ograniczenie. Proces ten rozpoczął się w 1775 roku, wówczas bowiem patentem
cesarskim szlachta została podzielona na stan magnatów i stan rycerski. Aby
jednak korzystać z pełni praw szlacheckich, zwłaszcza w obrębie stanu
rycerskiego, należało udowodnić swoje szlachectwo. Zasady przeprowadzenia
dowodu regulował patent z 3 lipca 1775 roku. Każdy kto starał się o
uzyskanie lub zatwierdzenie szlachectwa, musiał przedstawić wywód
genealogiczny, herb oraz dowód na to, że jego rodzina od 150 lat posiadała w
Rzeczpospolitej dobra ziemskie lub była zdolna do ich posiadania.
Rozpatrywaniem dowodów szlachectwa zajmowała się Komisja Magnatów w
składzie: arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego Wacław Hieronim hr.
Sierakowski, wojewoda podolski Jan hr. Zamoyski, kasztelan krakowski Józef
Wandelin hr. Mniszech, wojewoda bełski Ignacy hr. Cetner oraz starosta
bełzki Stanisław Potocki. Wniosek o przyjęcie do stanu magnatów rozpatrywał
osobiście cesarz. W 1782 roku prawo do rozpatrywania dowodów i wydawania
certyfikatów szlachectwa uzyskały sądy grodzkie i ziemskie w Bełzie, Bieczu,
Busku, Czchowie, Haliczu, Lwowie, Nowym Sączu, Oświęcimiu, Pilźnie,
Przemyślu, Sanoku i Trembowli. W 1783 r. po ich likwidacji prawo to przeszło
na utworzony w 1782 r. Wydział Stanów sejmu galicyjskiego (Collegium
Statuum), który prowadził księgi majestatyczne, czyli tzw. Metryki Szlachty.
W dostępnych źródłach z tego okresu niestety jak dotąd nie odnaleźliśmy
zapisu szlacheckiego pochodzenia Ołpińskich , co oznacza, że patent na
urzędnika magistrackiego datowany na rok 1792 został wydany niestety ad hoc,
kiedy nowa władza dopiero wprowadzała swoje porządki i szafowała nadawaniem
urzędów nie przestrzegając zbytnio rygorystycznych, wcześniejszych i
późniejszych wymogów, co do spełnienia wszystkich wymaganych warunków.
W roku 1817 cesarz Franciszek I wydał patent, w myśl którego tylko on
posiadał prawo potwierdzania i nadawania szlachectwa, Wydział Stanów zaś
zachował prawo do prowadzenia Metryk szlachectwa. W praktyce istniała
możliwość ominięcia tego ograniczenia poprzez stwierdzenie, że pochodzenie
szlacheckie "uznane zostało za udowodnione". Wśród wpisów w "Poczcie
szlachty galicyjskiej i bukowińskiej" można znaleźć kilkadziesiąt przykładów
takich zapisów (jeden w roku 1817, pozostałe z lat 1836-1847). Prawo
prowadzenie Metryk Szlachty Wydział Stanów zachował aż do jego likwidacji w
1861 roku, tj do wprowadzenia autonomii Galicji. Zgodnie z postanowieniem
par. 29 Statutu Krajowego Królestwa Galicji i Lodomerii wszelkie kompetencje
Wydziału Stanów przejął nowo utworzony Wydział Krajowy. Wpisy po tym roku
dotyczą w zasadzie potwierdzeń szlachectwa dla potomków osób wcześniej
wylegitymowanych oraz nobilitacji dokonywanych przez cesarza. Metryki
Szlachty galicyjskiej prowadzone były zatem nieprzerwanie od roku 1782.
"Poczet szlachty galicyjskiej i bukowińskiej" wydany w roku 1857 staraniem
Agenora hr. Gołuchowskiego, namiestnika Galicji, był w istocie spisem
wylegitymowanej i zapisanej w Metrykach szlachty z tego okresu. Prof.
Franciszek Piekosiński zlecił wykonanie odpisów i ich kolaudację w roku 1897
z myślą o stworzeniu Herbarza Galicyjskiego, zamiar ten jednak nie doczekał
się realizacji (herbarze A. Bonieckiego, J. Dunin-Borkowskiego, S. Uruskiego
i T. Żychlińskiego).
Lit.: R.Marcinek K.Ślusarek "Materiały do genealogii szlachty
galicyjskiej" Część I: A-K (Szlachta w Galicji XVIIIwieku), Kraków 1996,
Towarzystwo Wydawnicze "Historia Iagellonica"
Wojciech Ołpiński - jako urzędnik magistracki
Jako burmistrz był odpowiedzialny za wykonanie drogi łączącej Jasło z
Gorlicami, oraz odnowienie i i naprawę walących się murów obronnych Biecza i
ratusza. Musiał znać biegle język niemiecki, gdyż tylko tacy urzędnicy mogli
sprawować swój urząd pod władzą zaborczego mocarstwa austriackiego,
rygorystycznych reform wprowadzanych przez cesarza Józefa II i
kontynuowanych przez jego następców Leopolda II i Franciszka II. On także
wykonał jako pierwszy burmistrz miasta obowiązek założenia i systematycznego
prowadzenia ksiąg metrykalnych w parafii Biecz w kościele Bożego Ciała. I to
dzięki dopilnowaniu przez niego tego zarządzenia mogliśmy wszyscy -
wszystkie następne pokolenia sięgnąć do skarbnicy wiedzy jaką są te księgi -
spisy obywateli miasta Biecza, przychodzący i odchodzący na ten świat, a
potem żegnani katolickimi pogrzebami przez niemieckiego czasem proboszcza:
Liber Natorum, Liber Copulatorum, Liber Mortuorum oraz najciekawsze dla
badaczy genealogii księgi zapowiedzi. I wreszcie jako burmistrz musiał
sprawować nadzór policyjny nad bezpieczeństwem miasta i gwarantować
wykonywanie zarządzeń władzy zaborczej.
W odkrytych właśnie podziemiach ratusza w roku 2002 odnaleziono kości i
szkielety więźniów i resztki łańcuchów w lochach więziennych pod gmachem
ratusza , pochodzące sprzed dwustu lat. Vide: strona nieoficjalna o Bieczu
http://teams.karpaty.edu.pl/biecz/index1.htm
(ciekawostki)
Nasz przodek wywiązywał się więc z zadania uwolnienia Biecza od
przestępców i zbójników, którzy byli sądzeni i trzymani w ciemnicach pod
basztą koło grodu i ratusza. Zatrudniał także kata, wykonującego swą zwykłą
działalność egzekucyjną, wypożyczał go sąsiednim miastom w razie potrzeby
jak np. do Muszyny. Nie wiemy, więc czy jego bezpośredni przodkowie byli
nobilitowani i kiedy to miałoby nastąpić, czy był jak jego wcześniejsi
przodkowie kupcem , zamożnym mieszczaninem, czy na skutek ogólnego zubożenia
potomkiem rodziny szlacheckiego pochodzenia i musiał stać się urzędnikiem
magistrackim burmistrzem miasta Biecza, a później syndykiem.
W roku 1770 w pobliskiej Bobowej, która była posiadłością prywatną i w
cyrkule nowosądeckim, pojawia się Piotr Ołpiński, od którego zaczyna się
linia bobowska, która niebawem staje się tarnowską, a następnie sanocką.
Rodzina Wojciecha Ołpińskiego była liczna , starsi synowie wyjechali do
Lwowa dając tym samym początek linii lwowskiej, później warszawskiej, gdzie
w stolicy II Rzeczypospolitej w niepodległym państwie spotkały się znowu
wszystkie trzy nic o sobie nie wiedząc nie utrzymując kontaktów, ale
zachowując jedynie poprawną najstarszą formę nazwiska nie skażoną zaborczym
alfabetem : OŁPIńSKI jak np. Józef Adam Ołpiński v-ce prez m. Warszawy.
Vide: książka telefoniczna z roku 1939.
Inny Ołpiński - Ignacy - urodzony w 1793 ( zm. 1863 ) w Bieczu musiał
zająć się dochodowym rzemiosłem dając początek późniejszym profesjom rodu
Ołpińskich - czyli krawiectwa i szewstwa. |
|
|
Apolonia Ołpińska z domu
Pieczkiewicz była córką "sławetnych Pieczkiewiczów, małżonków mających
domostwo swoje własne w mieście tymże JKM Bieczu, na placu pustym w samym
rynku,na zachód słońca ( między domostwem, czyli kamienicą, zacnie
sławetnego Jana Bochniewicza, wójta JKM Biecza, na placu pustym, z dawna
Kozikowskim nazwanym, także de novo erigowaną z jednej, a placem pustym z
drugiej strony od ulicy, ku farze bieckiej ciągnącym się, z dawna
Kromerowskim nazwanym) leżące, czyli stojące."
Jest to cytat z dokumentu z 1753 roku z Bieckiej księgi radzieckiej z lat
1760 - 1769, s.435 - 436. (Księga radziecka oznacza dokument rajców
miejskich czyli rady miasta wywodzi się od słowa radzenie - miasto osadzone
na prawie miejskim musiało mieć swoją radę złożoną z rajców. )
Do rodziny Pieczkiewiczów należała także połowa placu pustego
Kromerowskiego z pobudowanymi na nim stajniami. Obok był dom i place
należące do WóJTA MIASTA KSIęDZA JANA BOCHNIEWICZA, KTóREGO SIOSTRA Elżbieta
była matką Apolonii. Była to więc rodzina zamożna i panna na wydaniu z
takiej rodziny otrzymała w posagu majątek, - to przeszedł on wraz z nią, na
rodzinę o nazwisku jej męża. Niestety jej rodzinę też dotknęła nieubłagana
ręka straszliwego losu osób zmarłych na zarazę. To jej małżeństwo z
Wojciechem Ołpińskim , jej płodność miała zadecydować o odrodzeniu się
następnego pokolenia, i przetrwaniu ciągłości rodu. Można sobie tylko
wyobrazić, jak bardzo wielki musiał być jej wysiłek zakładania nowego domu,
rodzenia i wychowywanie dzieci rok po roku, przeżywała ich choroby dziecięce
mając w pamięci TAK NIEADAWNą ZARAZę, JAK MDLAŁA Z NIEPOKOJU POCHYLAJąC SIE
nad kolejnym, gorączkującym dzieckiem. Pierwszego miała synka Jana, potem
miała córeczkę Salomeę Karolinę, być może urodziła gdzieś, poza parafią syna
Ignacego w 1793 roku, który przeżył . Ignacego znajdujemy później, jako ojca
następnych Ołpińskich w mieście Bieczu i jest on najprawdziwszym antenatem
wszystkich potomków żyjących do naszych czasów w tym mieście, a także
rozproszonych na innych kontynentach jak Ameryka i Afryka.
W następnym stuleciu - dom Ołpińskich i następne sąsiadów, przechodziły w
ręce innych obywateli miasta, w pobliżu, na tej samej pierzei rynku
wybudowali swój dom potomkowie i spokrewnieni z nim Wilczyńscy, a w XIX
wieku, następnie przeszedł w posiadanie żydowskiej rodziny Siskindów. W 1912
roku dom Wilczyńskich się spalił, a na jego miejscu wybudowano kamieniczkę,
która po wojnie znowu powróciła do rodu Ołpińskich , zakupiona przez XX- to
wiecznych z bocznej linii Ołpińskich., potomków Ignacego I.
Tak więc koło historii zatoczywszy pełny obrót dziejowy zamknęło się.
Najstarsze domy posiadali Ołpińscy także na przedmieściach , były to domy
z ogrodami i budynkami gospodarczymi.
Zagadki do rozwikłania:
Można przypuszczać, że dwadzieścia lat później od czasu wystawienia tego
dokumentu w roku 1753, o kupnie - sprzedaży przy placu Kromerowskim -panna
Apolonia się urodziła , może właśnie w tym pierwszym murowanym - kamienicy
przy rynku. Sądząc, że jej pierwszym dzieckiem urodzonym z małżeństwa z
Wojciechem Ołpińskim w roku 1791 był Jan a drugim za rok w 1792, córka
Salomea Karolina , można przyjąć iż urodziła się dwadzieścia lat wcześniej,
chyba, że wyszła za mąż mając lat 17, TO WTEDY NALEżAŁOBY PRZESUNąć DATę
URODZENIA NA PóźNIEJSZą. Skąd przybył jej narzeczony, a później poślubiony
mąż ? Gdzie przetrwali zarazę jego rodzice ? Może mieli posiadłość wiejską i
tam się schronili , aż do czasu wygaśnięcia pomoru ? Te pytania zaprzątają
mnie bardzo , jej pra-pra- pra - wnuczkę po kądzieli w roku 2002 i jeszcze
jedno - jaki los ukrywa przyszłość przed następnymi pokoleniami żyjących
Ołpińskich ? Z nadzieją, że wzorem pradziadów zawsze przetrwają i podniosą
się z wszelkich niepowodzeń przechodzę do wspominania o innych , kolejnych
pokoleniach tej stawetnej i zacnej rodziny. Dziś jest ona rozsiana po
świecie. |
|
|
Ignacy I Ołpiński, syn dzielnego
małżeństwa ODBUDOWYWUJąCEGO W TRUDZIE I ZNOJU , BOHATERSKO ROD, Wojciecha i
Apolonii z Pieczkiewiczów, urodził się w roku 1793, w rok po swej siostrze
Salomei Karolinie, a przed Józefem Antonim. Jest to jednak tylko hipoteza,
ponieważ jak dotychczas, nie posiadamy metryki urodzenia Ignacego, ani
wpisanej informacji, kto jest ojcem i matką, oraz jakie posiada rodzeństwo,
gdzie się urodził i kim byli jego rodzice.
Hipoteza moja wywodząca go od pary rodzicielskiej Wojciecha i Apolonii z
Pieczkiewiczów zasadza się na domniemaniu, iż w ciągu rodzących się dzieci
tej pary, właśnie w roku 1793 jest luka. A jeśli przyjmiemy z wnikliwego
odtwarzania dzietności w tamtych czasach, MATKI RODZIŁY DZIECI BEZ PRZERWY,
ROK, W ROK, to oznacza, że Ignacy urodzony w roku 1793 pomiędzy Salomeą
urodzoną w 1792, a Józefem Antonim urodzonym w 1795 jest ZAPEŁNIENIEM
właśnie tej luki na jakieś dziecko.
Rodzina burmistrza miasta Biecza, Wojciecha zamieszkiwała poza miastem,
lub w pobliskim Szymbarku, który był własnością Ołpińskich bądź
Bochniewiczów, skoro w 1802 roku pleban biecki, ksiądz i wójt zarazem,
powołuje fundację do zasiedlenia Biecza po zarazach i zobowiązuje członków
swej rodziny do wybudowania w opustoszałym mieście Bieczu 16 domów.
Zauważyć należy, że ks. Jan Bochniewicz miał siostrę Elżbietę, wydaną za
mąż właśnie za Pieczkiewicza - mieszczanina sławetnego i ona była matką
Apolonii wydanej za Ołpińskiego.
Jeśli przyjmiemy, że Ołpiński ów był szlachcicem , to żeniąc się z
mieszczką popełniał mezalians , bo jej rodzicom przysługiwał jedynie tytuł
sławetni , jak notują księgi miasta Biecza z tego okresu.
Był to rok drugiego rozbioru Polski, za parę miesięcy wybuchnąć miało
powstanie kościuszkowskie. Austria wprawdzie nie powiększyła wtedy swego
terytorium, więc sytuacja Biecza i ziemi nie uległa zmianom terytorialnym,
ale ogólna sytuacja ziemi bieckiej ulegała stale pogorszeniu. Jeśli się
przyjmie, że nie było w Bieczu innych Ołpińskich , wymarłych z powodu
zarazy, a występuje tylko jedno imię Ignacy, wszystkie nowo narodzone dzieci
pochodzą z jego małżeństwa ZAWARTEGO z Marianną Kamińską , oprócz Ołpińskich
zrodzonych z jego braci rodzonych bądź stryjecznych. Nie wiadomo do którego
roku mieszka i sprawuje swoją funkcję burmistrza, a potem syndyka ojciec
rodu Wojciech. Zmarł w roku 1838, ale nie wiemy gdzie, to wie , jeśli wie
Paweł i jeśli jego dane są prawdziwe, bo posiada i takie i takie vide sprawa
ks. Marcelego.
Jeśli przyjmiemy, że był zubożałym szlachcicem z zaściankowej szlachty na
folwarku szymbarskim, to dlatego przyjął z rąk zaborcy funkcję urzędnika
miejskiego i żeni się z mieszczanką, że nie jest w stanie utrzymać rodziny z
uprawy roli i pracy pańszczyźnianych chłopów, których być może już nie
posiada w swym mająteczku, odziedziczonym lub rozdrobnionym z powodu
posiadania większej ilości starszego rodzeństwa.
Natomiast przez zawarcie małżeństwa z córką siostry wójta - księdza
plebana, jedyna postać w upadłym mieście, która posiada umiejętność pisania
i czytania obok kilku zakonników bieckiego klasztoru OO. Reformatów, wchodzi
w krąg ludzi, którym ów pleban ułatwia zdobycia wykształcenia w klasztorze
OO. Reformatów. Poza nim bowiem nie istniały żadne szkoły i zamarło
całkowicie życie miasta na skutek zaraz, epidemii i łupienia miasta przez
nieustannie przechodzące obce wojska. Od roku 1789 dopiero powstała
jednoklasowa szkoła trywialna w Bieczu. I tak dzieci w Bieczu w ogóle od
początku XVIII wieku nie chodziły do szkół, bo ich po prostu nie było.
Uczyły się jedynie nieliczne jednostki w dworach szlacheckich od swych
matek, o ile one dysponowały umiejętnością czytania i pisania. Natomiast od
roku 1817 reaktywowano staraniem gwardiana bieckiego klasztoru, szkołę
trywialną oraz właśnie może dzięki zabiegom burmistrza Wojciecha - który
pragnął wykształcić swe dzieci wzorem rodzinnego erudyty ks. Bochniewicza i
dać miastu choć JEDNEGO NASTęPCę KSIęDZA i ZOSTAŁ nim Marceli najmłodszy
syn, urodzony w 1802 roku , być może ten wybór padł na niego z powodu wieku
i niemożności obdzielenia go majątkiem, jakimkolwiek nawet, pozwalającym na
założenie warsztatu. Pamiętajmy, że była to pewna tradycja, jeden syn
zostawał duchownym , tak jak nieznany z imienia wcześniejszy dziekan
bieckiej fary Ołpiński w 1733 roku, darczyńca klasztoru, o czym wspomina
kronika klasztorna. Był on księdzem przed Bochniewiczem, w najtrudniejszych
czasach upadku Rzeczypospolitej i po straszliwej klęsce epidemiologicznej w
1720, i po ogromnym pożarze, który strawił całe miasto w 1709 roku. Nic nie
wiemy, skąd przyszedł ów ksiądz, gdzie zachował życie, zdołał się
wykształcić i otrzymać święcenia kapłańskie, czy był synem mieszczanina ,
czy szlachcica. Trzeba by dokładnie zbadać imiona i nazwiska alumnów i
kleryków seminariów wyświęcanych przez biskupów w całej diecezji
przemyskiej.
Wielokrotnie rabowane miasto i niszczona ludność biecka przez wpadające
wojska rosyjskie w 1709 i 1770 spowodowały ogromne zubożenie ludności; czego
nie dokonali żołnierze, dokończyły epidemie. A zaraz potem eksploatatorska
polityka fiskalna zaborczego mocarstwa austriackiego dokonały całkowitego
upadku miasta. Zarządzeniem władz austriackich konfiskowano nawet przedmioty
kultu i naczynia liturgiczne z kościoła i klasztoru , o ile były sporządzone
ze srebrnego kruszcu. Jak podaje w swym dziele O.Jan Pasiecznik : "Kościół i
klasztor OO. Reformatów w Bieczu" - Kraków 1984,
"......w dniu 05 IV 1770 w pościgu za Kierkorem , regimentrzem
konfederacji barskiej , wpadło do Biecza wojsko rosyjskie w liczbie dwóch
tysięcy , głównie kozaków, pod dowództwem podpułkownika Iliszczanina.
Najpierw zaatakowali kościół reformatów, do którego drzwi pierwsze wycięli,
a drugie wyszturmowali. Przez kościół , gdzie powystrzelali okna , wpadli do
budynku klasztornego, rzucili się na zakonników, bili ich, czym popadło, i
poniewierali na wszelki sposób, burząc przy tym wszystko, i grabiąc co
wpadło im w ręce. Szukali przede wszystkim pieniędzy. Ciężko chory o. Marcin
Wierzbicki ,wielce zasłużony dla prowincji, jako b. przełożony , lektor i
kaznodzieja , został w swej celi tak poturbowany, że jeszcze tego dnia
zakończył życie. Znalazłszy klucze od skarbca, gdzie różni dobrodzieje
zdeponowali swoje kufry , skrzynie , szkatuły, wdarli się tam zrabowali
cenniejsze przedmioty , łącznie z pieniędzmi, a resztę potłukli i porąbali.
Zagrabili także alby, obrusy oraz wiele innych jeszcze kościelnych rzeczy, a
w refektarzu zniszczyli wszystkie naczynia i co mogli zabrali......Jeszcze
bardziej niż kościół i klasztor reformatów splądrowali kościół farny, gdzie
rabunek trwał ponad pół dnia i całą noc: sprofanowano monstrancję z Najśw.
Sakramentem, powyrzucano z trumien zmarłych, pobito służbę, ks. Oficjała
oraz innych kapłanów, w tym dwóch reformatów, którzy tam pełnili posługę
duchowną. Poza tym całe miasto zostało SPLąDROWANE I OGRABIONE , NIE MóWIąC
już O GWAŁTACH ZADANYCH MIESZKAńCOM. Był to jakby sądny dzień dla Biecza."
Toteż kiedy w Bieczu już nie było żadnych wartościowych przedmiotów,
żadnego handlu, tzw. jatek bogatych mieszczan - bo oni zniknęli, zubożeli,
podstawą utrzymania stały się jedynie zajęcia rzemieślnicze , głównie
szewstwo i krawiectwo. Związane one były z otrzymaniem na miejscu
potrzebnych surowców : skór ze zwierząt hodowlanych oraz lnu i sukna do
szycia okryć z tkanin lnianych i wełnianych wyrabianych na miejscu. Tak więc
w miejsce dawniej znamienitych cechów z XVI Biecza, ich miejsce zajmują
jedynie dwa : CECH SZEWSKI I KRAWIECKI. I to jest nowa, zubożona wielce
elita miasta Biecza, na którą z zazdrością i podziwem z powodu względnej
zamożności , spogląda i zazdrości ogół jeszcze biedniejszej i przeważającej
ludności miasta i okolic, przedmieść i wsi.
Ten pogląd zależny jest więc od miejsca zasiedzenia i daje mu wyraz
doskonale relacja pamiętnikarki ludowej p. Anny Pabis, której babka i matka
spoglądają na rzekomą "świetność miasta" z perspektywy pobliskiego
przedmieścia Belna, z prawego brzegu rzeki ROPY, gdzie tak niedawno
znajdowały się miejski blech i folusz, a także bujne ogrody i królujące nad
nimi swą potęgą niezdobytą zdawałoby się, mury oraz baszty obronne, które
teraz pozostały tylko ruinami dawnej świetności. A na starej rycinie XVIII-
wiecznej jest widoczny gród , obok niego rośnie wysoko , strzelając
potężnymi konarami w niebo jakieś drzewo - niby topola.
( Ale tylko my - dzięki leśnikowi - ojcu , przyszywanemu bieczaninowi z
XX wieku wiemy, iż był to przepiękny, stary okaz wiązu kilkusetletniego,
któremu kres przyniosła dopiero śmierć zadana ręką włodarzy - utrwalaczy z
PRL - w czasie kiedy już nie sprawowała nad nim pieczy nasza rodzina - tak
haniebnie zezwalająca na zagładę historyczno - przyrodniczej tradycji.)
Anna Pabis zapisując ustną opowieść swej babki Agnieszki Szarej, która
widziała Biecz z za rzeki i majestat wieży ratuszowej oraz naszego wiecznie
zielonego wiązu z połowy XVIII wieku, zachwyca się i podziwia sposób życia
ówczesnych - jakże przecież zubożałych mieszczan bieckich, jeszcze w
następnej połowie XIX wieku. Pisze: " babcia urodziła się w 1870 roku" -
była więc rówieśnicą Ignacego II , wnuka Ignacego I - go. I w ich czasach w
Bieczu była całkowita stagnacja , przerywana jedynie katastrofalnymi
okresami głodu, klęski nieurodzaju z powodu wylewów Ropy, ciężkimi zimami
oraz epidemicznymi chorobami.
Całe to sto lat, to skrajna nędza ludności wiejskiej dookoła Biecza,
która znalazła swe odbicie w słynnej rzezi galicyjskiej w 1846 roku, jako
wyniku ucisku ekonomicznego drobnej szlachty, konfiskat przeprowadzanych
przez władzę zaborczą, oraz ciemnoty i braku wiedzy i wykształcenia.
Jedynym ośrodkiem wszelkiej dostępnej ogółowi kultury był wtedy
podupadający zresztą klasztor OO. Reformatów, gnębiony także zarządzeniami
władz zaborczych i utrzymujący się jak dawniej z kwesty, oraz darów
dobrodziejów zamożniejszej szlachty, która dodawała sobie splendoru
organizując pochówki i pogrzeby w klasztorze. Dopiero w 1875 roku po
stuletniej przerwie powstaje szkoła, w której mogą się uczyć miejscowe
dzieci - bez względu na pochodzenie : czytania i pisania. Do tej pory
jedynie obowiązującym językiem był niemiecki w urzędach i magistracie.
Czyli pokolenie wnuka Ignacego I mogło dopiero podjąć edukację i jest nim
Ignacy II- mieszczanin oraz chłopka np., Agnieszka Wędrychowicz z Belnej.
Wcześniej za specjalnymi staraniami , zabiegami u biskupów w diecezji
umożliwiono nauczanie w klasztorze od dwu do siedmiu uczniom jedynie - w
roku, w szkole triwialnej i to wyłącznie jako przygotowanie do stanu
duchownego. Uczono gramatyki, retoryki i dialektyki. I być może właśnie
tutaj w roku 1817 podjął naukę najmłodszy syn Wojciecha, a może brat
Ignacego Marceli. Przecież wszyscy nie mogli iść na księży, najstarszych być
może synów wysłał ojciec - syndyk w celu zdobycia wykształcenia do Lwowa, do
stolicy prowincji utworzonej przez cesarza : Galicji i Lodomerii. Nic więc
dziwnego, że wszyscy bieczanie podpisują się na dokumentach do roku 1875
jedynie krzyżykami. Tylko ksiądz jest piśmienny, burmistrz i niektóre z jego
dzieci. Zdobywanie edukacji na drodze prywatnej było bardzo kosztowne i kto
miał tej wiedzy udzielać skoro zmalała przerażająco liczba miejscowych
zakonników?
( Dopiero dzieci od roku 1823 Ignacego Ołpińskiego zapisane są W BIECKIEJ
FARZE, i to doliczyć się można, aż 11 -ga dzieci w Liber Natorum w Bieczu,
przy czym należy sprawdzić, czy nie było drugiego płodnego Ignacego, bo
najmłodszy z Kamińskiej, urodzić się miał w 1840 roku, chyba że to już
junior Ignacy wziął się za prokreację i reprodukcję rodu w pełni zasług dla
swego sławetnego tytularnie w tym czasie jedynie.)
Imiona jego dzieci wynotowane z Liber Natorum ( niezależnie od siebie w
różnym czasie przez dwie osoby : Pawła i Aleksandrę),wydają się świadczyć o
tym, iż z dawnej przynależności i świetności rodziny pozostała jedynie chęć
podkreślenia swej odrębności od zwykłych mieszczan - imionami brzmiącymi
szlachecko, chociaż nie posiadali ziemi , ani innego MAJąTKU I RęKAMI
MUSIELI ZARABIAć NA żYCIE OSIEDLIWSZY się W MIEśCIE, GDZIE ŁATWIEJ BYŁO
ZNALEźć ZAJęCIE.
*Wśród szlachty nie osiadłej, nie posiadającej ziemi, należy wyróżnić:
szlachtę służbową i oficjalistów oraz szlachtę miejską. Proces deklasacji
szlachty nie zakończył się w roku 1848. W wyniku wydarzeń rewolucyjnych
większość przywilejów szlacheckich została zniesiona. Pomimo radykalnych
zmian położenia, drobna szlachta zachowała szereg odrębności. Nie była to
odrębność stanowa, lecz przede wszystkim odrębność obyczajowa, przejawiająca
się manifestowaniem przynależności do stanu szlacheckiego (herb, szabla,
tradycja), oraz odseparowaniu się od ludności chłopskiej. Odrębny ubiór,
sposób bycia, cechy charakteru, kultywowanie przeszłości, odwoływanie się do
szlacheckiego rodowodu, bezwzględny zakaz zawierania związków małżeńskich z
chłopami. W XIX wieku istniały odrębne instytucje zwyczajowe. Przykładem są
gminy szlacheckie w zaściankach zamieszkanych przez szlachtę wolną. Na czele
ich stał wójt, częściej zwany prefektem.
Lit.: K.Ślusarek "Drobna szlachta w Galicji 1772-1848", Kraków 1994,
Wydawnictwa "Księgarni Akademickiej", Nr 20
Aleksy, Dionizy, Ksawery,......
Matylda......Alojzy.......Bernard........Edmund..... nie są to imiona
nadawane dzieciom chłopskim , ani mieszczańskim. A więc jakaś forma
podkreślenia odrębności. Jego przyjście na świat w tym roku potwierdza fakt,
iż w momencie zostania ojcem nasz praprapradziadek liczył sobie 22 lata. Był
więc młodzieńcem w kwiecie wieku, kiedy wziął na siebie obowiązek założenia
rodziny, utrzymania żony i pojawiających się dzieci.;
I tu KOLEJNA ZAGADKA:
Może rodzina mieszkała na przedmieściu i jest zapisana w innej księdze! W
wielu opracowaniach dotyczących tego okresu w dziejach Biecza napotykam
informację, iż zamożniejsze rodziny mieszczańskie mieszkały za miastem w
folwarkach, aby uchronić się przed zarazą, a także z powodu wykorzystywania
siły roboczej miejscowych chłopów, którzy stanowili naturalne źródło rąk do
pracy. Wygląda na to, że nasz Ignacy , pierwszego syna notuje w 1823 roku,
jest nim Dionizy, który nie dożywa wieku dorosłego i umiera w wieku 3 lat w
1826 r. Za nim się już sypią się następne dzieci jak rogu obfitości....z
Marianny Kamińskiej.
... córka Matylda w 1827,.....Ksawery 1830 ......,Aloizy 1832...., E
Bernard 1834..., Edmund z bliźniaczą siostrą Antoniną w roku 1835, i
Wawrzyniec i Władysław - w 1840 jako ostatnie dzieci tej pary . Wynika stąd
, że Babcia Marianna dwa razy miała bliźniaki, jakby natura chciała odrobić
zaległości z okresu pomoru. Z obu par tych bliźniąt uchowało się tylko
kilkoro do późniejszego wieku syn Edmund, nasz prapradziadek i o pięć lat
młodszy Wawrzyniec, który dorósł i założył własną rodzinę i posiadał
potomstwo, ojciec naszego hallerczyka Edmunda urodzonego w 1881 r a ten
pozostał kawalerem i nie posiadał potomstwa.
... oraz Władysław, który dorósł i założył własną rodzinę i posiadał
potomstwo.
Jaki był jego udział w dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce na
ziemi bieckiej i całej krakowskiej, kiedy szlachta przygotowywała się do
powstania przeciwko zaborcy austriackiemu ? I kiedy wokół Biecza w roku 1845
roku w pobliskiej wsi Szerzyny , jej właściciel Adam Kochanowski spiskował z
innymi emisariuszami i członkami Polskiego Towarzystwa Demokratycznego np. z
Franciszkiem Wiesiołowskim nasz Ignacy szył im buty na długie marsze o
podchody ? Miał wtedy 53 lata i czy wiedział o zjeździe miejscowej szlachty
w Libuszy w 1846 roku , czy też odwrotnie sprzyjał buntowniczym nastrojom
chłopów z innej wsi Binarowej, gdzie buńczuczny chłop Józef Matela chodził
ze swym szwagrem Tomaszem Polakiem i nakłaniał chłopów do rzezi panów?
Przecież środek bieckiego rynku gromadził, co tydzień wszystkich prawie
uczestników tych planów z jednej i drugiej strony. Dniem targowym był
poniedziałek i zjeżdżały tu wozy wyładowane czym kto miał , na rynku
wymieniano nie tylko towary, ale także wiadomości i prowadzono przeciwstawne
agitacje. Tutaj kupowano konie i sprzedawano je wybierając te najsilniejsze
i pod wierzch, miały być one użyte do transportu i komunikacji na całej
ziemi tarnowskiej i jasielskiej oraz bieckiej. A nad całością argusowym
okiem czuwała straż miejska, austriaccy żandarmi gotowi ingerować w każdej
chwili ostrzejszego sporu i odstawić nieprawomyślnych do cyrkułu w Jaśle. I
wypatrywali nie zbuntowanych chłopów, lecz kupujących "panów" - ci , dla
nich stanowili zagrożenie. Byli największymi winowajcami , buntownikami
politycznymi przeciwko najjaśniejszemu "cysorzowi z Widnia ", którego nigdy
na oczy nie widzieli, ale posłuszeństwo przysięgali i otrzymywali zapłatę w
grajcarach.
I tu moment zastanowienia ...... ojciec Ignacego - jeśli był nim -
Wojciech, był austriackim urzędnikiem , burmistrzem i syndykiem, żył do 1838
roku, więc nie doczekał BURZY POLITYCZNEJ, ZMARŁ DZIESIęć LAT WCZEśNIEJ, ALE
JAKIEś WARTOśCI MYśLENIA POLITYCZNEGO musiał SWOIM DZIECIOM ZASZCZEPIć. Brat
Ignacego, jeśli był nim rzeczywiście Marceli, ksiądz na probostwie w
Nowosielcach pod Przeworskiem, jawnie zagrzewał chłopów do powstania
przeciwko Austriakom. Był spiskowcem głęboko i mocno związanym z całym
ruchem niepodległościowym, jako syn urzędnika lojalnego burmistrza. Przed
uwięzieniem pojawiał się w Bieczu, chrzcił krewniaków przychodzącym na świat
i udzielał ślubów. Po kaźni w więzieniu w Hradczym Kopcu i Kufsteinie nie
pojawia się już oficjalnie w Bieczu, księgi nie notują jego usług
duchownych, a wiemy że mieszka z przerwami w rodzinnym mająteczku, na
folwarku w Szymbarku, u siostry Salomei Karoliny zamężnej Zywickiej, na
probostwie w Sękowej koło Gorlic, w Kwiatonowicach - nawet bliziutko.
Czy widuje się z Ignacym, czy rzeczywiście są braćmi rodzonymi i po
której stronie w tych obozach PRZECIWSTAWNYCH JEST NASZ Ignacy, mój
pradziadek W PROSTEJ LINII ? Czy łączy ich w ogóle jakieś pokrewieństwo? A
czy plątający się na końskim rynku między straganami i wozami
dziesięcioletni syn Ignacego Edmund, nastawia ucha i czy coś rozumie z tych
konspiracyjnych zadań i tajemniczych szeptów ?
Na rynek wbiegali przecież starozakonni z długimi brodami i pejsami w
czarnych jarmułkach i długich chałatach Zydzi z pobliskich Ołpin uciekający
stamtąd, przed uzbrojonym chłopstwem. Zydzi rozpowiadali w dniu 20 lutego
1846 roku , że panowie już wyrzynają chłopów i lada moment dotrą do Biecza
poprzez Binarową , słyszeli, ale przekręcili informacje o rozruchach na
ziemi tarnowskiej. I w Binarowej chłopi dali im posłuch pod przewodnictwem
Józefa Mateli, oraz jego brata Jana i podeszli pod dwór w Szerzynach " jakoż
udało się bezbożnemu Mateli do tego stopnia lud obałamucić, że się prawie
cała wieś zgromadziła , której on się na herszta i przywódcę narzucił i
poprowadził lud zgromadzony do szerzyn, gdzie dwór do szczętu zrabowali." -
S. Dembiński - Rok 1846 . Kronika dworów szlacheckich. Jasło 1896, str. 50.
Ks. Molnar - proboszcz kościoła binarowskiego miał więcej szczęścia od
naszego Marcelego, bo kiedy starał się chłopów zatrzymać i przemówić do
rozsądku, powstrzymać przed uczestnictwem w rzezi niewinnych i napadami na
dwory, został pozostawiony przy życiu, zmusili go jedynie do wycofania się
na plebanię. Zbrojna w cepy i kosy wataha chłopów podeszła do Szerzyn, aby
schwytać panów , którzy ostrzeżeni przez starostę jasielskiego Przybylskiego
ukryli się. Dwór jednak został splądrowany ,zdewastowano sprzęty zrabowano
kosztowności i alkohole z domowej piwniczki. I tak poturbowali domowników,
oficjalistów broniących państwa ich dobytku, związali komisarza dóbr
szerzyńskich i sędziego dominikalnego i polecili ich miejscowym chłopom
odstawić do cyrkułu w Jaśle. Następnie sami uderzyli na dalsze dwory w
Swięcanach i Czermnej, które doszczętnie splądrowali jak zapisał ksiądz
Molnar.. A następnie przybyli do Biecza , celem odebrania z rąk austriackich
obiecanej im nagrody. W Bieczu chłopi dali się "zaprosić" przez mieszczan na
poczęstunek do miejscowej gospody "Raizi". Spitym na umór "bohaterom" bez
trudu odebrano więźniów i ukryto, a wyprowadzeni w pole chłopi, po
wytrzeźwieniu wrócili do wsi. Wśród ujętych, a potem uwolnionych z
chłopskich postronków był członek spisku Naumowski , który za dwa lata w
1848 roku stanął na czele Gwardii Narodowej w Bieczu - S. Dembiński s. 50 i
ks. Molnar - zapiski w Liber ...przytacza ks. Jan Wszołek w swojej
monografii Binarowa - Kraków 1998. Czy wśród sprytnych mieszczan
unieszkodliwiających rozbestwionych chłopów binarowskich był nasz przodek
zacny i sławetny, chociaż niepiśmienny, czy mógł przewidzieć, że potomek
owego przywódcy - Mateli - Jasio , lekarz BCH, zostanie mężem jego
prawnuczki ? i ojcem praprawnuczki M.....i? W Bieczu przecież musiał być
znany jego mieszkańcom "Katechizm demokratyczny" , głośno czytany wieczorami
przez nielicznych lektorów dla zgromadzonych mieszczan. Być może
wielokrotnie był w Bieczu emisariusz i spiskowiec Franciszek Wolański, który
kontaktował się w pobliskim Glinniku Mariampolskim z Wincentym Polem,
którego chłopi też dopadli i mocno pobili, odstawili do cyrkułu, aresztowany
przebywał w Gorajowicach, ale udało mu się zbiec po drodze z transportu. W
Ołpinach natomiast przywódcą chłopów mordujących "panów" był Marcin Ryndak i
też zapewne uczestniczył w tej bieckiej rabacji upitych na umór. A na
przedwiośniu , kiedy władze austriackie zaczęły swoimi zarządzeniami przy
pomocy wojska zaprowadzać spokój , bieczanie musieli wyżywić tę zwiększoną
ilość ingerujących żołnierzy. Toteż na zabiedzonych głodem mieszczan i
chłopów spadały raz za razem na wyniszczone organizmy kolejne fale chorób
zakaźnych. Była to ospa, cholera i odra oraz dezynteria. Ludność przyjmowała
te klęski jako zasłużoną "karę Bożą" za rabację, o czym głośno mówił ksiądz
Molnar : "kara Boża idzie za występkiem" , a nasz ksiądz Marceli w ciężkich
kajdanach żelaznych u nóg w wilgotnych ciemnicach więzienia cierpiał, uczył
się i od innych więźniów i modlił za bliskich, współtowarzyszy, a może także
za wrogów.
Marceli na skutek izolacji uniknął zarazy, lecz jego bliscy na wolności
musieli się zamykać podczas upałów w domach, nie wychodzili do pracy i do
kościoła, nie udzielali sobie wzajemnie pomocy - poza zakonnikami
reformatami - "człowiek unikał człowieka jak dzikiego zwierza !" Ustały
wesela i zabawy aż do roku 1850 , kiedy na lat pięć wygasły epidemie. |
|
|
Marianna Kamińska, po mężu
Ignacowa Ołpińska matka linii po Ignacym I i jeśli odcięci zostaniemy od
Wojciecha, to ona niczym Księżna Yorku, żona wzgardzonego Bertiego awansuje
na naczelne miejsce w naszej Gen OŁPINSKICH, jako "matka królów". Była
niepiśmienna, pozostawiła ślad swej spracowanej ręki mieszczki w postaci
trzech krzyżyków postawionych zamiast liter podpisu pod aktem ślubu swego
syna Bernarda w roku 1857.
Była żoną szewca, mieszczanina , który miał prawo się tak nazywać czyli
był wyzwolonym na majstra fachowcem jedynego liczącego się wtedy w Bieczu
cechu. Miał warsztat, mógł wyzwalać czeladników spośród swych uczniów, mógł
zajmować należne mu miejsce z rodziną w ławce bieckiej fary, płacił składki
i podatki do kasy miejskiej w przeciwieństwie do partaczy tego fachu
zamieszkujących w pobliskich wsiach i zajmujących się w sposób nieuprawniony
szewstwem pomniejszego kalibru. Miał także obowiązek restaurowania i dbania
o kaplicę szewską , zrabowaną dwadzieścia lat przed jego urodzeniem przez
żołnierzy - kozaków z rosyjskiego wojska. A także obowiązek reperacji i
obrony baszty miejskiej wyznaczonej do opieki i użytku przez cech szewski i
magistrat miasta. A popadła ona po pożarze i wojnie całkowitej prawie
ruinacji. W roku 1786 , na sześć lat przed urodzeniem Ignacego, działało w
Bieczu osiem cechów. Najlepiej prosperowało tkactwo (29 warsztatów
płóciennych) oraz szewstwo - 14 warsztatów. I jednym z nich był warsztat
Ignacego I. Inne rzemiosła odgrywały podrzędną rolę z powodu upadku. Ewaryst
Kuropatnicki pisał w swej " Geografii, albo dokładnym opisaniu królestw
Galicji i Lodomerii " Biecz .... niegdyś stolica królestwa
Bieszczadów....potem parva Cracovia zwane dla pogranicznego handlu i bogactw
mieszczan, potem biskupom krakowskim podległe , potem odebrane od królów i
Rzeczypospolitej za Muszynę , a i w powiatowe grodowe i tytuł kasztelana
obrócone. Ojczyzna niegdyś Kromera, biskupa warmińskiego i kronikarza
sławnego , z Liwiuszem zrównanego (....) teraz dziedziczne i na nim tytuł
hrabstwa ma przyznany w dyplomacie J.W. Wilhelm Stanisłw Kostka hrabia
Siemiński, licznych tu włości dziedzic.
Dotąd całą ozdobą miasta był zamek spustoszały wcale, ratusz zrujnowany
wcale, w którym były akta ziemskie, grodzkie i podkomorskie. Fara wspaniałą
miedzią podbita, od księdza Kaszewicza, kanonika tarnowskiego , oficyjała i
proboszcza bieckiego. Kościół przy niej drugi św. Barbary, cały prawie
marmuryzowany w imitację mozaiki, ale pusty, bez drzwi i okien . Kościół i
klasztor reformatów, dotąd w całości. Kościół i rezydencja proboszcza
szpitalnego dosyć porządna. Browar na przedmieściu za rzeką Ropą , Załawie
zwanym , przy ekonomii i wspaniały (.....). Szpital tu jest tak bogato
ufundowany, jak żaden w Galicyi, ani w Polsce... "
W czasie, kiedy żyła w Bieczu matka rodu Marianna i dorastała była
świadkiem wspaniałych humanitarnych poczynań księdza Jana Bochniewicza,
kanonika metropolitalnego gnieźnieżskiego i profesora U. J, który podarował
mieszczanom bieckim 50 tysięcy złotych reńskich w 1802 roku przeznaczając je
na zabudowę pustych placów oraz założenie fabryki sukna - folusza. A za
czternaście lat Marianna była świadkiem, jak inny mieszczanin biecki Karol
Krzemiński stworzył z niewielkiego majątku fundację. Może z niej skorzystała
? nie dowiemy się tego ....a może?
Od procentu od kapitału założycielskiego sieroty z Biecza wychodzące za
mąż , otrzymywały posag w wysokości 50 zł. A może jeszcze żyła, kiedy Józef
Tumidajski w roku 1861 utworzył fundację jako pomoc dla biednych studentów
pochodzących z Biecza. ( są to cytaty z anonimowej publikacji tajemniczego
wydawnictwa "Roksana " Stanisława Mendelowskiego - Krosno 2002. ( mogę
jedynie przypuszczać za za nią kryje się osoba T. Slawskiego ), A więc
zakładam, iż Marianna była majstrową i przy wychowani wykarmieniu swego
licznego potomstwa zatrudniała wiejskie dziewczyny z pobliskich wsi o czym
opowiadała wnuczce Annie Szarej jej babcia Agnieszka . : " dawniej
przestrzegano, aby dzieci były karmione do roku mlekiem matki. Bogate
szlachcianki, Zydówki, a nawet bogatsze mieszczanki spodziewające się
potomstwa , najmowały wiejskie młode kobiety za mamki. Musiała to być
kobieta również brzemienna, zdrowa, silna i dobrze zbudowana. Po uprzednim
doprowadzeniu jej do czystości, odpowiednio ubraną dopuszczano do karmienia
pańskiego oseska. Kobiety, które szły do miasta na mamki nazywano na wsi
"mamczorą", często zostawiały one własne dziecko na wychowanie matce,
siostrze.
A poza miastem we wsiach mogli trudnić się pokątnie byle jakim szewstwem
bez nauki i wyzwolenia partacze i do takich zapewne należał opisywany prze
Annę Pabis w jej książce "Ciernista droga" - 1995 "......Wawrzyniec szewc -
samouk, mieszkał na początku XIX wieku, w Strzeszynie k. Biecza, samotny
mężczyzna o siwych jak len włosach w krytej strzechą chacie starodawnej ,
drewnianej, krytej słomą. Po jednej stronie sieni, w niedużej izbie miał
mieszkanie, a po drugiej stronie w obórce miały swoje lokum brodata koza i
kilka niosek. Roli miał dwa podmokłe zagony pod ziemniaki i żyto. Zona już
dawno zmarła, a dzieci Pan Bóg nie dał. Mijały lata i miesiące. Wawrzyniec
ciągle naprawiał ludziom buty. Na cholewkach naszywał łatki, a zelówki i
podeszwy przybijał drewnianymi kołkami, których końce przed wbiciem ślinił,
by gładko wchodziły w skórę. Czasem jakiś grosz mu wpadał za usługę, a
najczęściej to było za Bóg zapłać !"
On tylko łatał zużyte od starości obuwie, ale kiedyś były one nowe,
śliczne i dodawały szyku właścicielowi je noszącemu. Były nowe, ktoś je
wykonał i sprzedał i miały one swojego kupca. A jeśli raz na całe życie
zostały kupione przez chłopa czy jego żonę to noszono je dla oszczędności na
ramieniu, na sznurówce, całą drogę przed wejściem do kościoła.
Całe życie Marianny było nadzwyczaj trudne i musiała wiele przeżyć
ciężkich doświadczeń od rówieśniczych lat losu dotykających ludność ziemi
bieckiej, aż do samej swej śmierci. Na razie nie wiemy ile dzieci utraciła w
kolejnych epidemiach cholery zbierającej swoje żniwo w roku 1831, kiedy ta
choroba objawiła się na tym terenie zawleczona przez powstańców 1831 roku i
rosyjskich żołnierzy. Być może miała tyle lat, co rozpoczynający się wiek
XIX -ty i ta straszna choroba ją ominęła ,ale skosiła jej bliskich ? Ta
epidemia powróciła znowu w 1840 roku i 1855 i w Bieczu tak wiele osób
umierało codziennie, że żywi nie nadążali z pochówkami i wrzucali ciała
zmarłych do wielkiego dołu wykopanego u stóp górki klasztornej. Zakonnicy
spieszyli z posługą duchową, potem przysypywali dół niegaszonym wapnem i
niektórzy sami przypłacili tę nie bezpieczną pracę zarażeniem się i
śmiercią. Na miejscu wspólnego grobu , na pamiątkę tych ofiar wybudowano
kapliczkę nad potokiem, która upamiętnia ten kataklizm.
W tym czasie przez Biecz przeszła także fala innej zakaźnej choroby w
1841 roku - ospy, a w dwa lata po rzezi galicyjskiej następna plaga jakby
bicz Boży za popełnione grzechy przez chłopów ziemi małopolskiej w 1848 - 49
jednocześnie ospa, odra i cholera, kiedy marło około kilkaset osób na
miejscowość. Ten okres lat 40-tych obfitował w klęski elementarne
przyrodnicze jak wielkie i ciągłe opady deszczu, na przemian z okresami
suszy oraz wielkich powodzi, która w 1847 roku zalała wodami rzeki Ropy całe
niemal miasto bez jego centrum położonego na wysokim wzniesieniu. Były więc
to lata głodu, kiedy jedynym pożywieniem był żur zakiszony z owsianej mąki ,
oraz chleb wypiekany z razowej mąki przez każdą gospodynię. Tą mąkę
rozprowadzoną i zabełtaną mątewką na wodzie, przegotowaną jadano jako główne
danie obiadowe -była to zacierka . Gotowała także pęcaki czyli kaszę
jęczmienną na gęsto, do której dodawała suszone owoce i odrobinę masła.
Zapewne suszyła jesienią śliwki węgierki i lubaszki, gruszki i jabłka i były
to jedyne łakocie, które dostawały jej dzieci. Kisiła także kapustę krojoną
nożem i mocno ubijaną nogami w beczce, wykonanej u miejscowego bednarza,
słynącego ze swych umiejętności. W zimowe, długie wieczory pewno przędła len
na domowym kołowrotku wesoło furkoczącym koło ciepłego rozżarzonego ogniem
paleniska kuchennego pieca czyli polepy. A na niej zapewne zawsze jak i w
kołysce ułożyła kolejne dzieci, poruszając ręką na zmianę to kołyskę to
przytrzymując wrzeciono.
Z popiołu drzewnego gotowała wywar zwany ługiem , który służył do prania
płóciennej bielizny i wierzchnich ubrań.
A w niedzielę siadywała na swojej ławce u fary wraz z mężem i starszymi
dziećmi dziękując Bogu za przeżycie kolejnego dnia i modląc się za dusze
utraconych drogich zmarłych. |
|
|
Marceli Ołpiński był księdzem,
najmłodszym synem Wojciecha Ołpińskiego , który był burmistrzem, a następnie
syndykiem w Bieczu, ( 1794 -1838), oraz Apolonii z Pieczkiewiczów,
mieszczanki bieckiej z zasiedziałego w Bieczu od pokoleń sławetnego rodu.
Urodził się 28 października 1802 roku w Bieczu. Po ukończeniu studiów
teologicznych w seminarium lwowskim, otrzymał święcenia kapłańskie w 1826
roku i probostwo w Nowosielcach koło Przeworska. W czasie studiów w
seminarium zetknął się z emisariuszami węglarstwa oraz Towarzystwa
Demokratycznego Polskiego , osobami aktywnie działającymi we Lwowie na rzecz
wywołania powstania narodowego przeciwko zaborcom. Być może spotykał się z
płk. Józefem Zaliwskim, był kolegą Juliana Goslara, Franciszka Smolki -
późniejszego , słynnego historyka i prawnika, Karola Kaczkowskiego, byłego
lekarza armii powstańczej z 1831 roku, Edwarda Dembowskiego; z Hieronimem
Tarczyńskim, głównym organizatorem powstania na ziemi - sanocko -
rzeszowskiej, oraz Leonem Mazurkiewiczem przygotowywał powstanie jako
następstwo idei niepodległościowych wyniesionych ze lwowskich studiów oraz
współtworzenia Stowarzyszenia Ludu Polskiego we Lwowie.
Jako proboszcz parafii w Nowosielcach koło Przeworska, znany był z
bojowych kazań, w których atakował pańszczyznę i podatki , zachęcał chłopów
do powstania . W przededniu przewidzianego wybuchu na dzień 21 lutego 1846
roku ksiądz Marceli zakupił dużą ilość cukru i kawy , które zgromadził dla
powstańców, którzy mieli przejąć kontrolę nad wojskiem austriackim cyrkułu
rzeszowskiego. Wyznaczony uprzednio termin powstania na 17 lutego 1846 roku,
miał się zbiec z wielkim balem w Rzeszowie dla oficerów austriackiej armii.
W czasie tańców oficerowie odczepiali pałasze i młodzież gimnazjalna miała
je pochwycić i dzięki temu uzyskać uzbrojenie. Sygnałem miało być podpalenie
jednego z domów. Równocześnie zaprzysiężony w spisku konspiracyjnym wikary
ks. Jan Tałasiewicz miał wydać klucz od wieży kościelnej, by uderzyć w
dzwony . Wówczas miały wkroczyć do miasta oddziały powstańcze zgrupowane w
Kielnarowej , Zwieńczycach, Krasnem, Przybyszówce i Widełce. Plan ten jednak
nie powiódł się, mimo iż był dobrze przygotowany zarówno przez Edwarda
Dembowskiego jak i Leona Mazurkiewicza , którzy działali wraz z pomocnikami
w okolicach Rzeszowa, Łańcuta i Przeworska.
Misternie przygotowany plan nie powiódł się z powodu ostrzeżeń i donosów
o przygotowywanej akcji. Niestety szpiedzy i podburzone przez Austriaków
otumanione chłopstwo wszczęło rabację przeciwko szlachcie małopolskiej i
własnymi rękami wyłapywało powstańców, torturując ich przed oddaniem władzom
zaborczym cyrkułu. Tak więc sprawdziło się prorocze przepowiadanie księdza
Marcelego o zbliżającej się rewolucji i rozlewie krwi. Był jedną z tych
pierwszych ofiar ,którego krew się polała, gdyż kiedy zbrojni ludzie i
wojsko wtargnęło na jego plebanię w dniu 25 lutego 1846 roku i znaleziono
pokaźny skład broni, księdza przywiązano do końskich uprzęży, wlokąc po
ziemi , a następnie zaaresztowano i oddano w ręce austriackie, do cyrkułu.
W tej samej akcji przygotowywanego powstania zbrojnego przeciwko zaborcy
austriackiemu brali udział inni patrioci - księża z parafii w Markowej jak
ks. proboszcz Rafał Krajewski, ks. Leonard Zgórski - proboszcz z Turbii ,
ks.Jakub Kulczycki - proboszcz z Pantalowic oraz o. Michał Pawłowski -
reformata z Jarosławia. Wszyscy zostali zaaresztowani i osadzeni w
więzieniach.
Ksiądz Marceli Ołpiński został skazany na 10 lat ciężkiego więzienia w
Spielbergu czyli Hradczym Kopcu, na Morawach, gdzie Austriacy przekształcili
warowne zabudowania klasztorne, w ciężkie więzienie dla przeciwników
politycznych w myśl zarządzeń "dobrotliwego" cesarza Józefa II. Stamtąd
został przeniesiony do jeszcze cięższego więzienia w twierdzy Kufstein koło
Saltzburga., położonego na stromej skale nad urwiskiem w Tyrolu w dolinie
rzeki Inn. Było to najcięższe więzienie , w środku Europy, gdzie więziono
polskich spiskowców gen Józefa Zaliwskiego , spiskowców z lat 1830-31, 1840
1841, powstańców z 1846 i 1848 roku.
Polskich więźniów transportowano prastarym szlakiem wiodącym do środka
Europy. (Jest to wiadomość dla europejczyków, którzy dopiero w XXI wieku
mają nadzieję się tam znaleźć!). Wszystkie miejsca w powozach były zajęte,
stłoczono w nich przecież spiskowców ujętych na całym terytorium Galicji ,
schwytanych przez zbuntowanych chłopów Jakuba Szeli, Marcina Ryndaka, i
innych; doprowadzono tych młodych powstańców na skutek okrucieństwa i tortur
moralnych i fizycznych zadanych rękami współbraci z rabacji, oraz urzędników
zaborcy i dowleczono do austriackich cyrkulów. Drogę poprzez Karpaty w
zakratowanych powozach zaprzężonych w konie, opisuje szczegółowo więzień
Franciszek M. Wł.Czaplicki, którego dwóch braci Ferdynanda i Henryka
rozbestwieni chłopi zabili cepami w Horożanie, w słynnej rzezi galicyjskiej,
też 21 lutego w roku 1846.
Pisze o tym wydarzeniu w Horożanie historyk August Sokołowski w "Dziejach
Polski " t.IV - Wiedeń 1905 str. 724 :
"(...)W Horożanie mandatariusz Ferdynand Czaplicki zwołał na dzień 21
lutego okoliczne gromady , aby zapowiedzieć im zniesienie pańszczyzny i
wezwać do powstania , ale chłopi podburzeni przez księdza greko-katolickiego
Horodyskiego i wójta Dutkę, stawili się uzbrojeni w kosy i cepy i uderzyli
wprost na spiskowych , którzy po krótkiej obronie, gdy oblegający dom
podpalili, zdołali się przedrzeć do sąsiedniego aresztu dominikalnego. I tu
jednak otoczyło ich chłopstwo i tak jak poprzednio, podłożywszy ogień pod
budynek, zmusiło ich do wyjścia na drogę, gdzie padli pod cepami. Siedmiu
zginęło na miejscu , pomiędzy nim i bracia Czapliccy , Ferdynand i Henryk,
inni pokaleczeni w okropny sposób dostali się w ręce wojska , które ich
odwiozło do Lwowa. (...)"
Ks. Marceli został skazany na 10 lat ciężkiego więzienia w Hradczym Kopcu
, o czym wspomina w swej książce pt. Pamięnik więźnia stanu" i " Rzeź w
Horożanie " wyd. 1872 roku pod pseudonimem Fr.M. Wł. Czaplicki w Krakowie
nakładem Marcelego Lumilskiego., w drukarni W, Korneckiego.. (wyd. II tej
książki z roku 1872 )
W "Pamiętniku więźnia stanu", Autor w rozdziale zatytułowanym : Nowi
towarzysze i Tunele (str. 91) zanotował ... "(...)sprowadzono mnie na dół i
wszedłem na korytarz , na którym spotkałem się z Karolem K. ( zapewne był to
Karol Kaczkowski, który także został uwięziony w Hradczym Kopcu.) Następnie
wymienia innych współtowarzyszy - więźniów stanu : Górskiego, Wisłockiego i
Aleksandra Pawlikowskiego. Opisując swoje przesłuchanie przed naczelnikiem
więzienia w Hradczym Kopcu, wygłasza zdanie , jakże symptomatycznie
określające jego sytuacje rodzinną, że przed wykonaniem wyroku życzy sobie
jako ostatnią prośbę skazańca ........: zobaczyć się z ojcem i matką, oraz
siostrą i bratem......... co należy odczytywać jako wskaźnik młodego wieku -
brak własnej rodziny: żony i dzieci).
Na następnych stronach Autor opisuje swoją drogę z Sanoka do Rzeszowa, a
następnie przez bramę Morawską do Brna. Z zacięciem historyka -
dokumentalisty zauważa jakby mimochodem:
"........wszystkie miasta Galicji napełnione były więźniami - w pierwszej
chwili po 21 lutego1846, liczono w Galicji przeszło 7000 uwięzionych.
Mężczyzn też mało było widać, kobiety tylko nasze w ciężkiej poubierane
żałobie i biedne , małe sieroty tułające się z miejsca na miejsce, z domu do
domu, snuły się po ulicach , a na twarzach ich widziałeś smutek , żal,
boleść, rezygnację i oburzenie, bo każda z nich straciła kogoś z familiji,
albo z przyjaciół, albo ze znajomych; albo zostali zabici, albo pozabierano
ich z domów. Nigdzie też nie widziałeś wesołej twarzy, każdy szedł
zamyślony, z pochyloną , ze zwieszoną na piersi głową szedł posępny ,
powoli, krok za krokiem, jakby obawiał się czegoś. I nikt nie był pewny czy
noc nadchodzącą prześpi w swym domu. Groźne , straszne, okrutne to były
czasy! A więc też duch tego czasu malował się na twarzy każdego miast
mieszkańca i jak ów na ustach gminu istniejący upiór, pierś człowieka -
przygniatał swym ciężarem miasta całe i powlekał je grubą żałobą. Wszystko,
co czarno ubrane uciekało z wiosek, bo wszyscy się bali, nikt nie był
bezpieczny , nikt nie był pewny dnia, ani godziny. Po wsiach osobliwie
zbliżając się już w okolice Tarnowa , wszystko wyglądało także ponuro i
zgrozą przejęte. Strach jakiś opanował nasz lud, oprócz tego nie do opisania
nędza, głód i jakaś zaraza . Aż strach nas przejmował, i żal ściskał serce,
gdy wszędzie na gościńcach , po rowach po polach , pod płotami i chałupami
widzieliśmy to trupów, to konających z głodu, niedostatku i nędzy. Konające
dzieci leżały na trupach swych rodziców, albo zawodziły i szarpały ich
ciała, by z wiecznego obudzić je snu... Nareszcie zbliżyliśmy się do Brna
tak dalece, że wolnem ujrzeliśmy je okiem. Pod miastem na lewo, wznosiły się
na wysokiej górze mury wysokiego zamku tzw. Hradczego Kopca (Szpilbergu )
niedaleko Austerlitz. Szpilberg - żartem nazywali więźniowie Grajgórą.
........ Wjechaliśmy w straszne mury Hradczego Kopca. Głośno i przeraźliwie
zaskrzypiały ciężkie zawiasy , zamknęła się za nami brama więzienia , jak
wieko trumny , jak kamień grobowca ." - str. 171
Więźniowie, prawie wszyscy się znali z uprzedniej pracy spiskowej, byli
kolegami z seminariów przemyskiego i lwowskiego, wszyscy musieli dźwigać
ciężkie żelazne kajdany i obserwować skrawki nieba z za żelaznych krat
twierdzy zawieszonej nad stromym urwiskiem. Każdego dnia spodziewali się
wyprowadzenia z ciasnych cel na egzekucję i śmierć, do której się
przygotowywali w modlitwie i tęsknocie za ojczyzną.
Po wygaśnięciu rabacji wiosną 1847 roku, na przednówku na okolice
poprzednio objęte rzezią, spadła niczym kara Boża za popełnione winy - jak
mawiano - nędza wynikła z głodu, braku plonów , bo zaprzestano uprawy - i
tyfus plamisty ,a w następnym roku epidemia cholery., ..... " za
podniesienie ręki na dwory, kościoły , plebanie oraz księży.
Autor wymienia kilkunastu księży uwięzionych wraz nim , byli to m. inn. :
ks. Franciszek Łacheta, skazany na 20 lat w Hradczym Kopcu w ciężkich
kajdanach, ks. Morgenstern, też 20 lat, ks. August Nahlik - 15 lat,
ks.Marceli Ołpiński 10 lat, ks.Józef Putałkiewicz - 15 lat, ks. Leon
Stokowski , - 6 lat, ks. obrz. gr- kat. Aleksander Lipiński i Klemens
Mochnacki , teolog tego obrządku, oraz Dymitr Mochnacki tegoż, Grzegorz
Moszoro - obrz. ormiańskiego, ks. Wincenty Spławiński - obrz. katolicki, -
sekretarz biskupa tarnowskiego, ks. Józef Wojnarowski - proboszcz w
Kukizowie. "
Wynotowałam za Autorem tylko z kilku stron książki na literę L, O, S.
Autor wspomina także, że Ferdynand Czaplicki, mandatariusz w Horożanie
został po raz pierwszy zaaresztowany przez władze austriackie w roku 1942 ,
kiedy wracał ze swego ślubu i że został wywieziony do Lwowa, lecz po kilku
tygodniach uwolniony.
Ksiądz Marceli Ołpiński został przeniesiony z wiezienia w Hradczym Kopcu
do twierdzy Kufstein koło Saltzburga i stamtąd został na mocy amnestii w
1848 roku uwolniony z więzienia i żył do roku 1870. W tym okresie księdza
Marcelego, przenoszono z parafii na parafię, aby szpiedzy i ówcześni
konfidenci, od których się w tych czasach roiło, uchronić od donosów i
dekonspiracji jego kontaktów ze spiskowcami.
Po wielu latach pracy duszpasterskiej w Nowosielcach k. Przeworska,
Gorlicach, Binarowej i Sękowej, Turzy i Szymbarku, Kobylance i Zręcinie,
Krakowcu i Sądowej Wiszni zamieszkał w klasztorze i tam w ciszy klauzury
zapisywał dzieje męczeństwa współbraci. Według rodzinnego przekazu był on
właśnie autorem opowieści o Horożanie.
Zmarł 23 sierpnia w klasztorze ojców karmelitów w Sąsiadowicach.
Te kilka uwag o sylwetce swego przodka, dedykuję wszystkim europejczykom,
którzy dopiero w 2002 roku sądzą , że wchodzą do Europy. Byliśmy tam przed
nimi, i pozostawiliśmy krwawe ślady, napisy wydrapane na murach twierdz
ciężkich więzień, oraz zardzewiałe od krwi i potu ciężkie kajdany
zniewolonego narodu, którego rozdarte traktatem Loevenwolda suwerenne
państwo stało się jedynie przedmiotem eksploatacji.
opr. Anna Tryszczyło - Mróz , stryjeczna prawnuczka;
opracowanie na podstawie informacji uzyskanych od prawnuka stryjecznego
księdza Marcelego, mieszkającego w Otwocku Pawła Olpińskiego , oraz własnych
badań historycznych. źródeł cytowanych w tekście, oraz artykułu B.
Łopuszańskiego w "Nasza Przeszłość "- "Udział księży diecezji przemyskiej w
konspiracjach galicyjskich w latach 1831 - 1846. - Studia z dziejów Kościoła
i kultury katolickiej w Polsce pod red. Ks. Alfonsa Schletza CM Rocznik 43 z
roku 1975. |
| Rozdzielenie linii bieckiej |
|
Do początku XIX wieku ród
Ołpińskich zamieszkiwał w Bieczu. Zapisany w dokumentach nestor rodu w końcu
XVIII wieku burmistrz miasta Wojciech zmarł w roku 1838 . Jego starsi
synowie znaleźli się w stolicy prowincji austriackiej Galicji - Lwowie i tam
zapoczątkowali linię lwowskich Ołpińskich. Byli to Józef Antoni i Erazm
Panteleon. Ich kariery związane były z przejściem do nowotworzącej się
warstwy inteligencji polskiej. Niestety jednak żyli pod naciskiem władzy
germanizacyjnej zaborcy austriackiego i wprowadzania w życie zarządzeń tej
administracji , której z biegiem czasu stali się przedstawicielami pełniąc
funkcje urzędnicze. Na skutek zastosowania alfabetu niemieckiego zmienili
polsko brzmiące nazwisko Ołpiński na wygodniejsze w użyciu przy zastosowaniu
przymusowego alfabetu niemieckiego Olpińscy. Zachowali jednak poczucie
patriotyzmu i narodowej przynależności oraz tożsamości, czemu dał wyraz syn
Wojciecha Antoni, uczestnicząc czynnie w powstaniu styczniowym . Tak więc
linia lwowska wydała wielu urzędników prowincji i samej stolicy Galicji i
Lodomerii po uzyskaniu autonomii oraz wykształconych nauczycieli, lekarzy
oraz artystów.
Linia biecka pozostała wierna swej macierzystej kolebce, czyli Bieczowi
oraz tradycyjnie mieszczańskim zajęciom rzemieślniczym. Można powiedzieć, iż
nie nadążała za duchem czasów, lub pozostawała w swoistym maraźmie oraz
niedostatku, cechującym głęboką prowincję skazaną przez rząd zaborczy na
ekspoloatację i nędzę jedynie. Linia ta zachowała nazwisko w niezmienionej
formie do dziś i potomkowie tych XVI wiecznych zamieszkują do dziś w Bieczu
pomimo wielkiej fali emigracyjnej z przełomu wieków, w której z różnym
powodzeniem uczestniczyli oraz dali początek Ołpińskim żyjącym w USA ,
Afryce i Europie.
Ołpińskim współczesnym dała początek omówiona wyżej para małżeńska
Ignacego i Marii z Kamińskich. Posiadali oni potomstwo, które następnie
zasiedliło poprzez kolejne dziesiątki lat miasteczko - bo już nie miasto
Biecz. Jednym z ich synów był pradziadek Edmund, postać dotychczas
tajemnicza ze względu na brak źródłowych informacji o dosyć długim
czasokresie życia od osiągnięcia dorosłości po datę 1867 , kiedy to zawiera
w wieku późnym 32 lat po raz pierwszy związek małżeński. Jego stryjeczni
bracia przypuszczalnie - rzecz nie do końca zbadana - przeprowadzili się do
pobliskiego miasteczka Bobowa i tam zajmowali się szewstwem, a potem
krawiectwem.
Następne pokolenie zwracało się do starszych w Bieczu i w Bobowej, a
potem w Tarnowie per wujku i ciociu, np. wnuczka Edmunda do wujka Leona syna
Kazimierza z Bobowej.
Linię tę opracowywuje i bada młody następca Paweł Olpiński , do którego
można kierować uwagi, zapytania i komentarze pod adresem opmatic@opmatic
.com |
|
|
Ołpińscy : Bobowa - Tarnów -
Sanok - Kraków - Lwów - Warszawa - Kraków
Od 1919 roku niektórzy zmieniają nazwisko na: O L P I Ń S K I
1770 - pierwszy zapisany w księgach chrztu: P I O T R
Piotr Ołpiński pojawia się w Bobowej w drugiej połowie XVIII wieku. Księgi
notują , że był to rok 1794, kiedy zawiera związek małżeński z Marią
Pieniążkową , czyli była ona wdową. Mają jedno dziecko i jest nim syn
Franciszek Ołpiński, urodzony 28 października 1795 roku
Franciszek I Ołpiński urodził się w Bobowej w roku 1795 , 28 października
jako syn Piotra i Marii . Ożenił się po raz pierwszy w roku 1816 z
Konstancją Siobowicz. Mieszkał w domu nr 8 . Jego żona zapisana była w
ksiegach Liber Natorum także jako Siobowicz pod datą 1825. Franciszek miał
sześcioro dzieci z małżeństwa z pierwszą żoną Konstancją Siobowicz:
- Antonina Elżbieta ur. 1817
- Ferdynand Jakub ur.1819
- Józef ur.1820
- Tekla Marianna ur. 1822
- Stanisław Franciszek ur. 1825
- Antonina ur.1827
Drugim synem Franciszka z pierwszego małżeństwa z Konstancją Siobowicz
był urodzony w roku 1820 syn Józef, ożeniony z Józefą Ponikło. Józef i
Józefa oprócz syna Franciszka mieli razem pięcioro dzieci :
- Synem tej pary był kolejny Franciszek urodzony w 1843 roku, a żonaty z
Katarzyną Sliwa.
- Władysław Antoni Ołpiński ur. 1850
- Marianna Klementyna Olpińska ur. 1852
- Konstancja Zofia Ołpińska ur. 1854
- Józefa Marianna Ołpińska ur. 1858
Po raz drugi Franciszek I Ołpiński ożenił się z Katarzyną Sliwińską w
roku 1828 i miał z nią ośmioro dzieci :
- Ferdynand ur. 1830
- Marianna ur. 1832
- Eleonora ur.1837
- Franciszka ur.1837
- Jan ur.1841
- Kazimierz ur.1846 - 1937
- Waleria Albina ur.1848
- Klara ur.1851
Ferdynand Jakub ur. W 1819 roku, ożenił się z Marianną Mucha w Bobowej.
Był szewcem, obywatelem miasta Bobowa. Mieszkał w domu nr 140
Ferdynand Ołpiński był synem Franciszka I Ołpińskiego oraz jego drugiej
żony Katarzyny Sliwińskiej, urodził się w 1830 roku, był krawcem, miał córką
Katarzyną Elżbietę urodzoną w 1857 roku i wtedy mieszkał w domu nr 34 z żoną
Marianną Grzegorzewską, córką Magdaleny Grzegorzewskiej.
Felicjan Franciszek ur.1850
Marianna Tekla ur. 1851
Antonina Wiktoria ur.1852
Zofia Anastazja ur.1856
Być może, że ten syn Franciszka I jako najstarszy z drugiej żony używał
drugiego, domowego imienia Stanisław i to on był bohaterem z powstania
styczniowego , o którym rodzinna legenda opowiada jako o pułkowniku
pozbawiającym się życia, aby nie wpaść w ręce Moskali i nie dostać się do
niewoli (rzecz wymaga sprawdzenia, gdyż to tylko hipoteza z domniemania, o
przenoszeniu i używaniu innych imion w rodzinie niż chrzestne, a poza tym po
tym synu nie pozostały żadne dzieci od roku 1857 ) ani inna notatka w
księgach parafialnych, jakby rozpłynął się w niebycie). I to u jego boku
miał walczyć w powstaniu kolejny młodszy o 16 lat syn Franciszka - Kazimierz
w 1863 roku.
Kazimierz Ołpiński syn Franciszka i Katarzyny Sliwińskiej: ur. 15 grudnia
1846 roku, uczestniczył w powstaniu styczniowym. Międzywojenny rząd II RP
uznał Kazimierza za weterana powstań narodowych pismem Ministerstwa Spraw
Wojskowych - Dep.VIII L.dz. 3783 w dniu 17 marca 1931 roku. Pismo podpisał
płk. Kołłątaj - Srzednicki. Kazimierz Ołpiński urodził się w Bobowej, był
czeladnikiem krawieckim, jako młodzieniec przystąpił do powstania wraz z
młodzieżą studencką. Walczył w Kieleckiem i Sandomierskiem pod Czachowskim w
okolicach Staszowa i Słupczy. W roku 1926 otrzymał stopień podporucznika,
jaki nadawano wszystkim zweryfikowanym powstańcom. W roku 1932 został
odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Zmarł otoczony rodziną i
szacunkiem społeczeństwa miasta Tarnowa w roku 1937. Na rodzinnym zdjęciu
stryj Kazimierz siedzi w mundurze powstańca, a obok niego stoi jego syn
chorąży Stanisław Ołpiński. W rodzinie Ołpińskich szanowano tradycje
patriotyczne i otaczano kultem pamiątki wojskowe. Wielkie także było
poczucie godności własnej i głęboka religijność, przekazywana z ojca na
syna. Syn Kazimierza Leon - był także wychowany w tej tradycji, oraz
wszystkie pozostałe dzieci. Kolejny syn Kazimierza, Teodor był ojcem
legionisty Edmunda, który był sierżantem 1 - szej Brygady , wywodził się ze
Związku Strzeleckiego z Krosna, gdzie wstąpił.
Felicjan Franciszek ur.1850
Marianna Tekla ur. 1851
Antonina Wiktoria ur.1852
Zofia Anastazja ur.1856
Kazimierz Ołpiński ożenił się po raz pierwszy z Julią Wężowicz w roku
1866, po powrocie z walk powstańczych. Miał z tego małżeństwa pięcioro
dzieci i wszystkie były urodzone w Bobowej :
- Leon ur. 1867
- Teodor ur.1869
- Helena ur. 1870
- Józef Kazimierz ur. 1872
- Szymon ur. 1874
Po śmierci Julii ożenił się po raz drugi z Antoniną Klarą Zygadło, która
musiała podjąć się wychowywania sierot po Julii i od razu zaczęła rodzić
następne dzieci mężowi Kazimierzowi, a były to :
- Ludwik ur. 1878
- Stanisław Józef ur. 1880
- Matylda Józefa ur. 1882
- Justyna Tekla ur.1883
- Katarzyna Waleria ur. 1885
- Julianna ur.1888 – była zakonnicą w Chełmie na Pomorzu
- Stanisław ur.1900
- Tekla ur. 1892
Przypuszczalnie w roku 1888, Kazimierz w poszukiwaniu lepszej pracy
przenosi się do Tarnowa, gdzie jego najstarszy syn Leon – mistrz krawiecki,
ur. r 1867 i już posiadający własną rodzinę odstępuje mu mieszkanie, a sam
przenosi się ze swoją rodziną do Sanoka właśnie w roku 1899.
L E O N Ołpiński ożeniony z Wiktorią Jękot. Leon Ołpiński syn Kazimierza
także był krawcem dochowując rodzinnej tradycji zawodowej. Z powodu silnej
konkurencji - zbyt dużo już namnożyło się krawców w Tarnowie - udał się do
Sanoka w 1899 roku z żoną Wiktorią z domu Jękot i kilkorgiem małych dzieci.
Był biegły w swoim zawodzie docenianym przez miejscową społeczność. Ubierała
się u niego cała inteligencja. Zadawał szyku i elegancji. W swoim warsztacie
kształcił wielu czeladników i wyzwalał ich na mistrzów. Usiłował także
przysposobić do rodzinnego zawodu synów Stefana i Tadeusza, ale napotkał na
ich zdecydowany opór. Obydwaj sprzeciwiwszy się woli ojca wykorzystali fakt
wybuchu wojny i poprzez służbę w austriackim wojsku wybrali zupełnie inne
drogi życia. Tadeusz udał się na emigrację do Ameryki, skąd niebawem
powrócił. Natomiast Stefan swym życiowym sprytem oraz niewątpliwą
inteligencją znacznie przekroczył wszelkie rodzinne tradycyjne wartości i
normy. Był biznesmenem, dziennikarzem, politykiem i bardzo kontrowersyjną
postacią. Zginął w Auschwitz na początku 1944roku. Po II wojnie światowej
stał się negatywnym bohaterem biografii pewnego dziennikarza. Leon wraz z
żoną tuż przed wybuchem wojny schronił się do klasztoru w Sanoku, gdzie
zamieszkiwał do śmierci. I tam należałoby szukać dokumentów historii jego i
rodziny. Zmarł w czasie okupacji hitlerowskiej zadziwiony losami syna
Stefana, osławionego na łamach prasy okresu międzywojennego, wmieszanego w
przeróżne afery polityczne i nawet szpiegowskie. Miał kilkoro dzieci :
- Maria Ołpińska ˛ ur.1894
- Ignacy Ołpiński ur. 1896
- Stefan Eugeniusz Ołpiński ur.1898
- Tadeusz Ołpiński ur.1900 , kiedy na świat w Tarnowie przychodzi na
świat w tym samym roku jego stryj Stanisław , syn dziadka Kazimierza ! a
dziadek ma wtedy lat 54.
- Halina Ołpińska ur. 1906
Leon Ołpiński zmarł w wieku 73 lat w Sanoku w drugim roku okupacji
niemieckiej. Losy jego dzieci były związane ściśle z katastrofą jaką
przeżywała nasza ojczyzna w latach 1939 – 1945 , która zmieniła bieg ich
życia dokonując niepozbywalnych ran na całej rodzinie.
Najstarsza córka Maria wyszła za mąż za Stachowskiego i mieszkała w
Krakowie, wychowując swoje dzieci.
Los syna Ignacego na razie nie jest mi znany, kiedy to piszę w roku 2003
w lutym, podobno miał syna urodzonego we Lwowie imieniem Zenon , późniejszy
płk. LWP—rzecz wymaga jednak badań oraz sprawdzenia tej poszlaki.
Natomiast bardzo bujne życie syna Stefana Eugeniusza Ołpińskiego, który
zmienił nazwisko na Olpiński - zostało opisane w kontrowersyjnej , pełnej
przekrętów i niedomówień książce Jerzego Rawicza pt.” Kariera szambelana”.
Podobnie niedokładnie znamy losy życia najmłodszego syna Tadeusza, o
którym wyżej wspomniany autor pisze niejako na marginesie książki – odsyłam
więc badaczy genealogii rodzinnej po informacje do źródła czyli do syna
Tadeusza.
Halina, najmłodsza córka Leona zmarła jako panna w Sanoku.
Bracia Leona , a synowie Kazimierza to
Teodor - którego losy rzuciły po zakończeniu wojny do Szczecina, miał
cztery żony kolejno oczywiście i wiele dzieci (12) z tych związków.
1-sza żona :
- Maria Ołpińska
- Edmund Ołpiński
2-ga żona :
- Kazimierz Ołpiński
- Stanisław Ołpiński
- Jadwiga Ołpińska
- Józef Ołpiński
3-cia żona : Anna Tyrka , ur. :
- Helena Ołpińska ur.1925
- Stefan Ołpiński ur.1927
- Ludwika Ołpińska ur.1929
- Mieczysław Ołpiński ur. 1931 (?)
- Józefa Ołpińska ur. 1936 Tarnów ( zamężna Kawa)
Józef Kazimierz - mieszkał całe swe pracowite życie wykonując zawód
krawca w Nowym Sączu, ożenił się tam i do dziś mieszkają jego potomkowie,
zmarł tam w 1946 roku.
Stanisław Józef - na razie brak danych. |
|
|
Biogram
Jak głosi rodzinna legenda młodziutki Kazimierz, zaledwie 17 letni, ze
starszym bratem Stanisławem uczestniczył w powstaniu styczniowym.
Stanisław był pułkownikiem, który aby nie dostać się do niewoli
moskiewskiej popełnił samobójstwo. Był starszy od Kazimierza. Kazimierz
urodził się w Bobowej, w 1846 roku, ale nie wiadomo, który ze stryjecznych
braci z Biecza dał początek tej gałęzi bobowskiej, być może był to Piotr,
który jako pierwszy pojawia się w zapisie ksiąg parafialnych w Bobowej pod
datą 1795.
Wielu późniejszym potomkom w tej gałęzi nadawano na cześć Stanisława,
jako niekwestionowanego bohatera walk z Moskalami jego imię..... Stanisław.
Wszystkie kolejne pokolenia chrzczą imieniem Stanisław coraz młodszych
potomków, aż do czasów współczesnych. I imię Stanisław nadał swemu synowi
weteran Kazimierz .
Niestety nikt nie umiał wskazać, gdzie znajduje się mogiła owego
antenata. Szukając jego metryki urodzenia w Liber Natorum nie znalazłyśmy
syna Franciszka I o imieniu Stanisław, jako starszego brata Kazimierza.
Natomiast kryteriom wiekowym odpowiada syn o imieniu Ferdynand. Urodzony
około roku 1830,( data urodzenia została wywiedziona jako domniemana z
zapisu o urodzeniu ze związku małżeńskiego Ferynanda z Magdaleną
Grzegorzewską w roku 1857, na sześć lat przed wybuchem powstania
styczniowego). I księgi już później nie notują następnych dzieci tej pary,
jakby Ferdynand już nie istniał.
Międzywojenny rząd II RP uznał Kazimierza za weterana powstań narodowych
pismem Ministerstwa Spraw Wojskowych - Dep.VIII L.dz. 3783 w dniu 17 marca
1931 roku. Pismo podpisał płk. Kołłątaj - Srzednicki.
Kazimierz Ołpiński urodził się 15 grudnia 1846 roku w Bobowej, był
czeladnikiem krawieckim, jako młodzieniec przystąpił do powstania w styczniu
1863 roku wraz z młodzieżą studencką.
Rozpoczęła się najdziwaczniejsza wojna , partyzancka, w której 90-cio
tysięczna armia mocarstwa europejskiego, uzbrojona dobrze jak na owe czasy w
176 dział umykała niemal w popłochu przed garstką niespełna ośmiotysięczną,
uzbrojoną w pałki i kosy, piki, rewolwery i strzelby myśliwskie.
W Krakowie i we Lwowie, oraz na całym pograniczu galicyjskim powstańcy
organizowali się i zbroili zupełnie otwarcie. Po wszystkich drogach
Królestwa maszerowało wojsko, koncentrujące się w trzydziestu kilku
wyznaczonych punktach, a opuszczone przez nie wsie i miasteczka zajmowali z
nagła pojawiający się jak duchy uzbrojeni jeźdźcy, ubrani w konfederatki,
wstępowali do miasteczek, zabierali broń, jaką się dało i znikali.
W tych miasteczkach , kiedy pojawił się oddziałek kosynierów ogłaszał
powstanie Rządu Narodowego, zrywał orły rosyjskie, konfiskował pieniądze w
kasie i ciągnął dalej... Organizowały się także większe, kilkutysięczne
zgrupowania oddziałów powstańczych, do których ściągała młodzież i gdzie
ćwiczono musztrę, wydawano komendy słychać było wojskowe pieśni. Pierwsze
zgrupowanie centralne powstawało z ochotników we Wąchocku niedaleko Radomia,
nad rzeką Kamienną u stóp klasztoru najstarszego w Polsce - Cystersów.
Kierował tym zgrupowaniem Marian Langiewicz, a obozem w Suchedniowie i
Bodzentynie powstaniec z 1831 roku Dionizy Czachowski. Korpusik powstańczy
Langiewicza składał się z 4 batalionów piechoty, szwadronu jazdy ,
wyposażony w kilka armatek. W piechocie każdy batalion miał kompanię
strzelców i trzy kompanie kosynierów. I do tego zgrupowania ściągali
ochotnicy – powstańcy, a wśród nich ci, którzy potrafili szyć buty oraz
powstańcze mundury, przekuwać kosy na sztorc i piki. Tak więc byli bardzo
potrzebni szewcy, krawcy i kowale. Początkowo ci młodzi fachowcy –
czeladnicy byli tylko producentami wojennych atrybutów , wkrótce mieli stać
się żywym taranem, i oddać daninę swej krwi na ołtarzu walki o wolność dla
ukochanej ojczyzny. Mieli zdjąć kajdany niewoli z jej umęczonego, rozdartego
trzema zaborami ciała.
Wieści o tych pełnych nadziei poczynaniach dotarły i do Galicji. Tu
trafiły na patriotyczne umysły i zdolne młodzieńcze ręce. Z Galicji wybrali
się także ochotnicy , głównie właśnie wywodzący się z warstwy rzemieślniczej
, oraz młodzi synowie szlacheccy pełniący w obozach rolę oficerów
musztrujących i później dowodzących ogółem powstańców.
Na hasło : Powstanie - stanęli oddać swe siły, młodość i zapał nasi
przodkowie z ziemi bieckiej . Z samego Biecza około dziecięciu ochotników; a
wśród nich kowal Wincenty Wilczyński , szewc Ołpiński i jego stryjeczny brat
krawiec Kazimierz Ołpiński, oraz , dwaj kuzyni Antoni i Wojciech
Szczepańscy.
Pierwsze swoje kroki skierowali do Ojcowa, dokąd zdążali prawie wszyscy
ochotnicy z ziemi krakowskiej wraz ze studentami uniwersytetu i tu znaleźli
się pod dowództwem Apolinarego Kurowskiego, Teodora Cieszkowskiego i
Rosjanina oficera Nikiforowa, oraz byłych oficerów austriackich Staweckiego
i Mięty , tutaj sformował najwaleczniejszy pułk „żuawów śmierci” francuski
ochotnik Franciszek Rochebrun i Władysława Eminowicza, byłego oficera
austriackiego.. Obozowisko ojcowskie cechowały demokratyczne stosunki ,
oficerowie jadali z kotła razem z żołnierzami, w całym powiecie olkuskim
Kurowski zobowiązał dziedziców o zrzeczenia się czynszów, a dekrety Rządu
Narodowego ogłaszano z ambon i rozpowszechniano po wsiach. Oddział
Kurowskiego liczył 2000 powstańców.
Najkrwawszą potyczkę w początkowej fazie powstania stoczył oddział
Cieszkowskiego z Ojcowa - w Sosnowcu, gdzie zdobyto koszary , broń i 40
koni, oraz 30 jeńców i 65 tys. rubli.
Nie wiemy dziś, czy Kazimierz i jego bracia byli wtedy tam, czy już w
Wąchocku – rzecz wymaga dalszych badań i uzupełnień.
Cały obszar Królestwa objęły działania powstańcze. W lutym obydwa
oddziały tocząc nieustające potyczki z Moskalami zdążały do siebie , aby się
połączyć. I pod św. Krzyżem w kieleckim oddział Langiewicza połączył się z
oddziałem Czachowskiego w krwawej bitwie z Moskalami, a następnie zdobył
miasteczko Staszów, niedaleko granicy galicyjskiej.
Pod Słupczą dowodził kosynierami Leon Frankowski, który poprowadził ich
do ataku i niestety mimo bohaterskiej walki ulegli wrogowi, który aresztował
i wziął do niewoli młodych powstańców. A Suchedniów Czachowski z 300 ludźmi
przez całą dobę powstrzymywał 1600 Moskali z artylerią.
Na wieść o sukcesach do powstania biegła ochoczo młodzież lwowska,
krakowska i poznańska. Walka stawała się narodową.
Pod koniec lutego rosyjskie wojska przeszły do ofensywy wobec powstańców
zgrupowanych w obozie ojcowskim. Ruszyły cztery kolumny w liczbie 3000
żołnierzy z ośmioma działami i z planem otoczenia oddziału i wyelimnowania
go z walk. Krwawy bój o Miechów , w którym zginęło 150 powstańców, a 100
zostało rannych się początkiem klęski. Rozbitkowie z oddziału ojcowskiego
ruszyły na północ, aby połączyć się z oddziałem Langiewicza. A ten zająwszy
Staszów reorganizował tam oddział w liczbie tysiąca ludzi i w tym dniu
klęski miechowskiej , odparł nagły napad Rosjan na to miasto.
Gdzie znajdował się nasz Kazimierz i jego bracia ? W każdym razie to m.
in. do nich adresował swój patriotyczny rozkaz ich dowódca gen: Langiewicz :
„Towarzysze broni! jesteście kilka dni pod bronią, a wasza odwaga,
spokojność wasza, karność wasza, wesołość wasza i trwoga Moskali nakazują mi
sądzić, że jesteście osiwiałymi w boju żołnierzami. Jedlnia, Szydłowiec,
Bodzentyn, Suchedniów, Baranowa Góra, Wąchock, Sw. Krzyż i Staszów w ciągu
27 dni okryły sławą was, obdartych, wygłodzonych, zziębniętych i studzonych
marszami i biwakami. Kraj, który na takich żołnierzy, musi być wolnym i
potężnym.”
Tysięczny oddział Langiewicza maszerował w kierunku Małogoszczy , lecz
tu ściągnęły przeważające siły wroga i w najkrwawszej bitwie rozgromiły
bohaterski oddział powstańców, którego odwrót osłaniała piechota
Czachowskiego, a w nim nasz Kazimierz . Ranny został gen. Langiewicz, a
resztka żywych podążyła w kierunku Pieskowej Skały. Tutaj zgrupowanie
Langiewicza w liczbie 1000 ludzi bez broni został napadnięty przez 1700
rosyjski i bitwa toczyła się pod Skałą i tu zginął dowodzący polską piechotą
do ataku rosyjski oficer Andrzej Potiebnia, ugodzony kulą rosyjską w pierś.
Rosjanie nie wytrzymali natarcia i uciekli w popłochu, pozostawiając pole
bitwy powstańcom, a mogiła zamknęła się nad ciałami 64- ch młodych poległych
bohaterów.
Na początku marca Langiewicz stanął obozem w Goszczy, dokąd ściągali nowi
powstańcy i mniejsze oddziały. Przybył i Cieszkowski i rozbitkowie od
Kurowskiego, Rochebrun oraz dowódca krakowski Czapski i Jeziorański. I tu
ogłoszono dyktaturę Langiewicza w obozie w Goszczy w dniu 11 marca. Stąd
wyruszyły do zwycięskiego boju oddziały do Grochowisk oraz Chrobrza.
Zwyciestwo zostało drogo okupione 200 poległymi i tyluż rannymi. Pozostali
przy życiu chcieli się przedostać przez Wisłę do zaboru austriackiego i
oficerowie zostali ujęci przez władze austriackie aresztowani i internowani
w Tarnowie Langiewicz, Pustowójtówna . Powstańcy doszli do Igołomii , a
Moskale spalili wsie okoliczne Igołomię, Wawrzeńczyce, Rudno, Tropiszów i
kilka innych. I wtedy może ranny Kazimierz pozostał w którejś wsi, lub
Tarnowie, dokąd po latach w końcu XIX wieku wrócił na stałe i osiadł już
jako mistrz krawiecki z drugą żoną i dużą gromadką dzieci.
Żonaty był dwa razy , zaraz po powstaniu w 1866 roku zawarł związek
małżeński z Julią Wężowicz i miał z nią sześcioro dzieci. Drugą żoną, matką
dziewięciorga jego dzieci była Antonina Klara Zygadło, z którą wziął ślub w
1875 roku.
W roku 1926 otrzymał stopień podporucznika, jaki nadawano wszystkim
zweryfikowanym powstańcom. W roku 1932 został odznaczony Krzyżem
Niepodległości z Mieczami. Zmarł otoczony rodziną i szacunkiem społeczeństwa
miasta Tarnowa w roku 1937.
.Na rodzinnym zdjęciu stryj Kazimierz siedzi w mundurze powstańca, a obok
niego stoi jego syn, chorąży Stanisław Ołpiński. W rodzinie Ołpińskich
szanowano tradycje patriotyczne i otaczano kultem pamiątki wojskowe. Wielkie
także było poczucie godności własnej i głęboka religijność, przekazywana z
ojca na syna. Syn Kazimierza Leon ( imię być może na cześć powstańczego
dowódcy, jak i Teodor )- był także wychowany w tej tradycji, oraz wszystkie
pozostałe dzieci. Kolejny syn Kazimierza, Teodor był ojcem legionisty
Edmunda, który był sierżantem 1 - szej brygady Legionów J. Piłsudskiego ,
wywodził się ze Związku Strzeleckiego z Krosna, gdzie wstąpił.
Linia bobowska na pewno wywodziła się z Biecza, bo ciocia Nela Ołpińska
urodzona w 1899 roku w Bieczu, mówiła do stryjów tarnowskich per wujku,
odwiedzała ich rodziny w Tarnowie i Sanoku, i oni zapewne sprowadzili ją z
matką i siostrami z Biecza do Tarnowa wspierając opuszczoną ich matkę Dorotę
żonę Franciszka Ołpińskiego - syna Edmunda z Biecza.
Kazimierz umarł w Tarnowie w chwale weterana - powstańca 1863 roku
odznaczony przez władze II RP, pogrzeb z honorami odbył się przed II wojną
światową w 1937 roku.
Po tych wszystkich partyzanckich bojach cenił radość i urodę życia czemu
dał wyraz stając się ojcem 16 –ga dzieci z dwu żon. Wychował je wszystkie w
tradycji patriotycznej, szacunku dla wartości chrześcijańskich, rodziny i
pracy. Jego potomkowie do dzisiaj rozsiani po całym świecie służą
społeczeństwom, w którym przyszło im żyć i szanowanymi ich członkami na
wszystkich kontynentach.- |
|
|
Linia biecka:
Nota biograficzna
Wedle rodzinnego przekazu podawanego z ust do ust pradziadek Edmund był
interesującą wielce postacią. Podobno był właścicielem wozów konnych i
przewoźnikiem, posiadającym u podnóża skarpy, na której rozciągało się
miasto - stajnie i pomieszczenia na wozy , w pobliżu uliczki prowadzącej do
rynku koło dzisiejszej gospody, a dom na początku dzisiejszej uliczki
Potockiego, dawniej zwanym od nazwiska ostatniej właścicielki za życia mojej
mamy - domem pani Cisakowej.
Pradziadek był podobno był wysokim, niezwykle przystojnym mężczyzną o
ciemnych włosach, takiej samej oprawie fiołkowych oczu i postawnej sylwetce.
- Właściciel wozowni w Bieczu, był prawdziwie płodnym antenatem, który
miał kilkanaścioro dzieci z dwóch żon. Był człowiekiem dość zamożnym, lecz
rodzili mu się sami synowie i trzeba było utrzymać liczną rodzinę. Zapewne
rozpoczął budowę domu w centrum Biecza , po ożenieniu się z babcią
Konstancją Kwiatkowską w 1867 roku. Wtedy także budowano u podnóża skarpy
linię kolejową Stróże - Zagórz, która miała zrewolucjonizować życie miasta.
Tam zapewne, gdzie znajdował się dom rodzinny wszystkich poprzednich
Ołpińskich zrujnowany po zarazach, pożarach i przemarszach wojsk obcych
mieszkali jego stryjowie, a może ojciec Ignacy z kolejną żoną i młodszymi
dziećmi, a po jego śmierci w 1863 roku tylko wdowa po nim.
Edmund ożenił się bardzo późno jak obyczaje ówczesne, bo miał już 32 lata
i był kawalerem, kiedy panna młoda liczyła sobie zaledwie lat osiemnaście.
Nie wiadomo czym należy wytłumaczyć to opóźnienie w założeniu rodziny,
czy wojażami dziadka spowodowanymi powstaniem styczniowym, ewentualnym
uczestnictwem, czy dowozem zarobkowym w tym burzliwym czasie czy jakimiś
innymi niewytłumaczalnymi na razie okolicznościami. Wiadomo np. że jego
stryjeczni bracia Kazimierz i Stanisław z Bobowej uczestniczyli czynnie w
powstaniu styczniowym.
Sam natomiast pradziadek ma bardzo dziwny zapis w księdze Liber
Copulatorum pod datą 1867 , jako zawierający związek małżeński rezerwista c.
k. wojska z wymienieniem nazwy batalionu Fryderyk Wilhelm . I jeśli ten wpis
nie był kamuflażem dla uczestnictwa w powstaniu styczniowym, to pradziadek
był zwerbowanym żołnierzem wojska austriackiego od lat swej pełnoletności w
roku 1853 do roku 1866. Służba w wojsku w jego wypadku trwała bardzo długo ,
prawie 12 lat, czyli ominęło go uczestnictwo w zrywie narodowym, epidemia
cholery i głodu oraz innych klęsk epidemiologicznych. I dlatego mógł ożenić
się dopiero w wieku 32 lat i zacząć nadrabiać stracony czas na bezmyślne
wojowanie w cudzej sprawie. Identyczny wpis jest odnotowany przez ks.
Jaszczóra przy nazwisku przyszłego szwagra Kwiatkowskiego, którego siostrę
pojął za żonę pradziadek.
Jego pierwszy Antoni urodził się w 1868, ale zmarł niebawem, kolejny syn
Ignacy urodził się w roku 1870, a drugi żyjący syn Franciszek w roku 1872 ,
wedle amerykańskich danych odnalezionych przez Aleksandrę w spisie ludnośćci
USA z roku 1932, lecz nie odnalazłyśmy jego zapisu chrztu w Liber Natorum.
Wszystkich dzieci babcia Konstancja urodziła aż czternaścioro, z których
wiele umarło tuż po urodzeniu. Imiona dzieci z pierwszej i drugiej żony się
powtarzają, co oznacza że śmiertelność niemowląt była przerażająca, a
rodzice z uporem nadawali te same imiona następnym przychodzącym na świat
dzieciom.
Nowy dom nadawał się już w 1877 roku do zamieszkania , gdyż w 1878
urodził się w nim i został zapisany syn Piotr, w Liber Natorum, a wcześniej
urodzone dzieci są zapisane w księgach Belnej, jak mój dziadek Ignacy i
młodsi bracia. Wszyscy synowie z żony Konstancji wyemigrowali do Ameryki :
najstarszy Franciszek w atmosferze skandalu obyczajowego, gdyż uciekł po
prostu zabierając ze sobą w daleką podróż za ocean - macochę . Była nią
trzecia żona , którą dziadek Edmund poślubił w 1910 roku, kiedy liczył sobie
lat 75, a jego syn - uwodziciel 38 lat, w momencie zaślubin ojca. Nazywała
się Apolonia Pabiszowa z domu Osikowicz, córka Stanisława i Katarzyny. Miała
kilkunastoletnią córkę z pierwszego małżeństwa i zabrała ją ze sobą
uciekając z pasierbem do Ameryki. Pochodziła z pobliskiej Kobylanki.
Pradziadek przyzwyczajony do kobiety w domu i potrzebujący pomocy przy
wychowywaniu najmłodszych dzieci , po śmierci babci Konstancji znalazł
następczynię , drugą żonę w1890 roku.
Była nią Aniela Bara, która prawdopodobnie jeszcze za życia babci pełniła
posługi w domu, może była mamką, ponieważ natychmiast zaczęła mu rodzić
kolejne dzieci, bo już pod datą 1890 zapisano w Liber Natorum syna Adama,
który umiera w roku urodzenia i córkę Wiktorię (znowu to samo imię jak
ostatniej z Konstancji !) w 1891 roku, a w 1892 roku urodził się następny
syn Wojciech, potem w 1895 roku Juliusz , który na pewno był wcielony do
austriackiego wojska - bo nie było słychać w rodzinie o Legionach i zapewne
ginie niepotrzebną śmiercią żołnierza w 1915 roku, może w słynnej bitwie pod
Gorlicami ?! , w wieku lat 20 - to ........ to tylko hipoteza ....
W roku 1897 przyszedł na świat syn Józef i dręczy mnie dylemat : czy to
ten sam, którego pamiętam z lat wczesnej młodości jako bieckiego woźnicę
wozu zaprzężonego w dwa konie , który beztrosko kursował przed
upowszechnieniem maszynowych środków lokomocji w Bieczu, aż do roku 1963 ?
I czy to ten likwidował nasz dom i całą posesję w momencie sprzedaży
wymuszonej przez komunistyczne władze miasta ?
Profesja ta sama, odziedziczona po ojcu, którego pamiętał, bo urodził się
kiedy ten liczył sobie lat, ba bagatela ....sześćdziesiąt dwa ?.... ale
ponieważ pradziadek umarł dopiero w 1919 roku , Józef miał wtedy 22 lata.
I....... Zmarł dopiero mając 84 lata ,czyli po I wojnie światowej !!! i po
zawarciu trzeciego związku małżeńskiego z Apolonią Pabiszową z Kobylanki .
I tu arcyciekawa UWAGA : !!!
W księdze zapowiedzi pod datą 16 sierpnia 1910 roku widnieją nazwiska
narzeczonych wdowy Apolonią Pabiszowej i ....... wdowca Edmunda Ołpińskiego
!!! A w księdze Liber Mortuorum zapisano pod datą 18 sierpnia 1910 śmierć
poprzedniej żony dziadka Anieli Bara, liczącej sobie lat 38 w chwili
rzekomego zgonu. ! .....
A poza tym powinno być zapisane, że miała lat 48, skoro w 1890 liczyła 28
!!
Na szczęście dla niego , tam w dalekim kraju syn Franciszek ograniczył
prokreację z macochą i nie mieli dzieci, gdyż wystarczyła im córka macochy z
jej pierwszego małżeństwa, jako że gdy wychodziła za mąż za pradziadka, to
już była wdową , a dziadek ujął sobie dwa lata przy akcie drugiego ślubu,
podając, że ma t y l k o 53 lata. W ogóle ten zapis jest bardzo dziwny w
Liber Copulatorum.
W każdym razie to siły witalne pradziadka sprawiły, że do dziś nazwisko
Ołpiński nie zginęło i późniejsza gałąź trwa i trwa i będzie trwała, bo na
szczęście nic nie zapowiada jej wymarcia w przeciwieństwie do najstarszej
gałęzi rodu.
A teraz różne refleksje... bardzo możliwe, że dziadek żeniąc się tak
późno nadrabiał ochoczo stracony czas na zajęcia wojenne lub handlowo -
podróżnicze, skoro od 32 roku dopiero zaczyna płodzić swe potomstwo w
nadmiarze sięgającym liczby dwudziestu pociech: 14-ro z pierwszej i 7-ro z
drugiej żony i nic niestety nie wiadomo czy miał potomstwo z trzecią i to
właśnie z nią uciekł do Ameryki syn Franciszek. A ile z nich dożyło wieku
dorosłego? Ktoś, kiedyś może będzie tego dochodzić...
Koniec XIX wieku w małym, upadłym miasteczku galicyjskim, jakim był wtedy
Biecz... życie było trudne, ciężkie i monotonne, oczywiście do czasu wybuchu
I wojny światowej. Jedynym pozytywnym aspektem odróżniającym to drugie
schyłkowe półwiecze, był fakt założenia na nowo po XVI wiecznej świetności –
szkoły powszechnej, dostępnej dla wszystkich dzieci, miejskich i z
okolicznych wsi. I ten pierwszy stopień edukacji zdobywali głównie chłopcy,
bo dziewczynki poprzestawały na nauczeniu się pisania i czytania, czyli
czteroklasowej szkole. Pamiętajmy, że już Biecz korzystał wtedy z reformy
administracyjnej , jaką była autonomia Galicji od 1867 roku i w tymże roku
można już było żądć wprowadzenia języka wykładowego zgodnie z wolą ludności
czyli w wypadku Biecza - języka polskiego. Język polski za dwa lata został
także wprowadzony do administracji i sądów.
Drugim faktem wpływającym dodatnio na rozwój rynku pracy było powstanie
kopalnictwa naftowego w pobliskich Siarach oraz Libuszy.
Vide : niżej artykuł o kopalnictwie ropy .
Wielu okolicznych chłopów znalazło zatrudnienie w kopalniach w Libuszy,
Glinniku i na Załawiu. Panorama miasta została wzbogacona o nieznane
zupełnie dotychczas nowo wzniesione wieże wiertnicze konkurujące z wysoką
wie żą miejskiego ratusza. Rzemieślnicy miejscy więc mieli więcej amatorów
na swe wyroby , kupowane na bieckim targu lub jarmarkach. Ale głównie
dochody zwiększali Zydzi, którzy całkowicie niemal zdominowali rynek
handlowy w Bieczu. Wybudowali w Rynku bóżnicę i pięknie ją przyozdobili,
założyli także kirkut nieopodal gospodarstwa ogrodniczego pana Kośmidera.
Każdy niemal dom w centrum Biecza miał od podwórza wejście gospodarcze dla
zwierząt domowych czyli głównie bydła i koni. Oj, nie pachniało wtedy w
Bieczu chemikaliami, lecz zapaszek unosił się zdrowy, swojski z każdej
stajni i obory, bo także i nasz dziadek miał w tym znaczącym zajęciu swój
udział chowając także dorodne okazy nierogacizny wszelakiej. A skrzętnie
zbierany do specjalnych dołów nawóz wywożony był dwa razy do roku na
otaczające Biecz pola uprawne własne i z legatów ks. Bochniewicza.
Najzamożniejszymi mieszczanami już nie są wtedy jak ongiś kupcy winni , lecz
handlarze z rzeżnicy świńscy. I oni przejęli pałeczkę stanowienia o
wszystkich problemach miasta , oni są wybierani na rajców, oni muszą ściągać
dla cesarza podatki i troszczyć się – bezskutecznie jednak o restaurację
ratusza, wieży zegarowej, grodu i najważniejszej – fary. I tego ciężaru nie
są w stanie ze swych dochodów unieść, zabudowa miasta nadal popada w ruinę,
na zawalonych murach miasta najbiedniejsi , napływowi mieszkańcy budują małe
domki , najczęściej drewniane.
Ulice wiosną i zimą zamieniają się w błotniste szlaki , mało
przypominające miasto, wielki pusty rynek zapełnia się ludnością i wozami
konnymi jedynie w dnie targowe. Ten XIX Biecz z rycin w niczym nie
przypomina świetnego małego Krakowa z XVI wieku. Jest typowym przykładem
przysłowiowej nędzy galicyjskiej, tak, jak to opisał w swej książce
Stanisław Szczepanowski : „Nędza Galicyi” w 1888roku.
Nic więc dziwnego, że wtedy właśnie zaczął się wielki exodus z miasta,
który z różnym nasileniem trwa do dziś. Największa fala emigracji zarobkowej
z Biecza przypada na koniec XIX wieku i początek XX wieku. I dają jej
początek dzielni i odważni synowie pradziadka Edmunda ruszający w
poszukiwaniu pracy i godziwego życia za Oceanem Atlantyckim. Wyruszają sami
lub w towarzystwie kolegów , jeden plasujący się w Nowym Swiecie, pociągał
za sobą następnego, wszyscy prawie zaraz za dwa lata sprowadzają swoje żony
lub siostry i kandydatki do pracy w USA. Ruszają więc sąsiedzi za sąsiadami,
krewniacy za kuzynami, wszyscy pełni nadziei na lepsze życie i poprawę losu.
A ponieważ w tak małym miasteczku liczącym wtedy około 3000 ludzi wszyscy są
spokrewnieni ze sobą , prawie każda rodzina wyekspediowała kogoś spośród
siebie. I wybierają się do tej wymarzonej Hameryki..... trzydziestolatkowie
, dwudziestolatkowie i ci zmykający przed werbunkiem do wojska. Wyjeżdżają
kobiety i dziewczyny, matki obarczone malutkimi dziećmi, jak synowa Edmunda
– Ignacowa czyli moja babcia Anna w 1901 roku w ślad za swym mężem Ignacym.
Jedzie z nimi szwagier i brat zapraszającego, wszyscy dostali szyfkarty z
opłaconym powrotem . Większość zostaje na stałe, ale część powraca
wzbogacona i ustawiona na całe życie w nowym statusie ekonomicznym i w
wolnej Polsce. Wyjechali z rozebranej na części i zniewolonej – wracają do
niepodległej ojczyzny, aby wspólnym wysiłkiem odbudować ją ze 150-cio
letniego zniszczenia. Wyjeżdżają więc Cetnarowicze, Jagielscy, Paszyńscy i
przedstawiciele wszystkich innych starych rodów bieckich. Wspierają się
wzajemnie i rozrastają w starym i Nowym Swiecie. A wiek XX otwiera przed
nimi tajemnicze , ale jednak pełne katastrof wrota do nieznanej przyszłości. |
| Konstancja Kwiatkowska - Ołpińska |
|
Konstancja Kwiatkowska -
Ołpińska urodziła się w sto trzydzieści lat po straszliwej zarazie, która
zmiotła całą ludność tego królewskiego miasta - Biecza. Jej pra pra dziadek
jako , jeden z trzech pozostałych przy życiu ludzi przetrwał i w 1721 roku
żył, ocalały jako jeden z trzech pozostałych przy życiu obywateli wielkiego
ongiś miasta. Skąd wiem , że dziadek ? bo nie było innych obywateli żywych w
mieście. Nie ma także żadnych ksiąg z tego okresu, nawet ks. pleban był
wójtem do 1802 roku ks. Jan Bochniewicz z powodu braku innych rajców miasta
Biecza.
W księdze lustracyjnej z roku 1721 zapisano, że na ulicy św. Ducha przy
kościele szpitalnym ufundowanym przez św. Jadwigę ( zauważcie w roku 1721 !
nazywa się królową Jadwigę świętą !!! ) jest domek nowo naprawiony, w którym
zmarł pan Orłowski i że teraz mieszka w nim... K w i a t k o w s k i... a za
130 lat księgi notują naszą prababcię, która wychodzi w wieku 18 lat za mąż
za naszego 32 – letniego prapradziadka i rodzi mu tyle dzieci. Aż
czternaścioro, a może nie wszystkie zostały zapisane, albo odnalezione w
księgach.: byli to sami synowie i tylko dwie córki, pierwsza córka
Antonina., w 1881, ostatnia Wiktoria 1889r.
Konstancja była córką Antoniego Kwiatkowskiego i Magdaleny Gumuła.
Wśród dzieci jej najstarszym wydaje się być syn Antoni ur. w 1868 r,
potem Jan i Ludwik – bliźniacy w 1869, następnie - mój dziadek Ignacy ( II )
urodzony w 1870 roku, kiedy jego rodzice Edmund miał lat 35 lat a matka 21
lat, potem był Franciszek ur. w 1872 roku, trzecim Ludwik w 1874 roku, dwóch
Piotrów jeden za drugim 1876 i 78, Władysław w 1882, Adam w 1883, Józef
1885, Aleksander i Jan w 1888 – drugi raz bliźniaki ! Rodząc swoją ostatnią
córkę mogła zbliżać się do klimakterium , i to dziecko urodzone po
bliźniętach, które nie przeżyły, w 1889 - Wiktoria - jedyna córka ; którą
nazwano Wiktorią na znak zwycięstwa w oczekiwaniu na dziewczynkę ....w 1889
, zaraz potem chyba umiera, bo rodzą się następne dzieci z innej żony od
roku 1890 !!!! Nie wiadomo czy to była córka Konstancji czy Anieli Bara, bo
też to imię nosi córka Anieli i Edmunda , zapisana pod datą chrztu w roku
1891r. zmarła w dwa lata po śmierci matki 20 marca 1892 roku mając trzy
latka. Pierwszym synem z drugiej matki jest Adam , który umiera zaraz po
urodzeniu z Anieli Bara.
Zapisy metrykalne w księgach Biecza notowane są dopiero w roku 1878 w
domu nr , natomiast wcześniejsze od tej daty , poprzednie notowane są w domu
na Przedmieściu nr 350 w domu Kwiatkowskich, w księgach Belnej, bo tam
zapewne przed wybudowaniem nowego domu w samym Bieczu, mieszkała rodzina
zanim się przeprowadziła do centrum .)
Nie wiadomo także, w której księdze znajduje się ZAPIS O URODZENIU syna
FRANCISZKA drugiego z dwóch najstarszych, żyjących synów.
a w 1890 prababcia zmarła w dniu 6 stycznia 1890 roku utrudzona ciążami i
porodami w okresie dwudziestu ośmiu lat prokreacji rodu. Siedmioletni jej
synek Adam pod opieką macochy Anieli przeżył swą mamusię tylko o rok, zmarł
30 grudnia 1890 roku.
Dziadek, jednak przyzwyczajony do obecności kobiety przy swym boku,
niezbędnej gospodyni w prowadzeniu domu i rolnego gospodarstwa nie dał za
wygraną, potrzebował także opiekunki do bardzo małych młodszych latorośli,
które matka osierociła, więc ożenił się zaraz powtórnie - w roku śmierci
Konstancji czyli w 1890 z wzmiankowaną Anielą Bara, która miała w chwili
ślubu 28 i pół roku i zaraz zaczęła rodzić dziadkowi następne dzieci.
Niejasne jest także zapisanie dwu dziewczynek imieniem Wiktoria 1889 i
1891 czy to jedna i ta sama czy dwie ? Z różnych matek ?
Owa druga żona była przy Konstancji i Edmundzie jako piastunka do dzieci
.
I jeszcze jedno, dat urodzin dzieci starszych Edmunda i prababci
Konstancji należy szukać w księdze Belnej, Przedmieścia, widocznie budowali
dom w Bieczu i przeprowadzili się tam dopiero w 1877 roku, a jak zapisano w
bieckiej księdze syna Piotra, który zmarł w dzieciństwie.
Prababcia Konstancja chyba nigdy nie pozostawała w ciągu swojego
krótkiego życia poza stanem błogosławionym, natychmiast po urodzeniu była
przy nadziei z kolejnym potomkiem i tak od samego ślubu zawartego w Bieczu w
1867 roku.
Urodziła się w 1849 roku, a więc była silnym dzieckiem, skoro przetrwała
epidemię strasznej cholery zbierającej swoje nieubłagane żniwo w latach 1849
- 1855 - 56. Na lata jej dzieciństwa i wczesnej młodości przypada okres
ciężkich klęsk elementarnych, jak lata suszy, głodu, zarazy ziemniaczanej i
choroby, od której wymarło prawie dwie trzecie mieszkańców, zwłaszcza
dzieci. Z tego okresu pochodzi cmentarz choleryczny, gdzie nie nadążano
chować zmarłych i przysypywano zwłoki jedynie wapnem, bez właściwego
pochówku, a ludzie unikali się wzajemnie i nie kontaktowali . Do dzisiaj w
Bieczu stoi pod klasztorem kapliczka upamiętniająca to katastrofalne
wydarzenie, za domem Anieli Ołpińskiej - Piękosiowej.
Jak wyglądało jej codzienne życie od wczesnej młodości, kiedy nieustannie
chodziła w ciąży z kolejnym dzieckiem, które wkrótce umierało ? Przeżyli
tylko najstarsi synowie, i wyemigrowali do Ameryki zaraz po jej
przedwczesnej śmierci. Miała zaledwie 40 lat .......i czternaścioro dzieci,
na pewno dwie pary bliźniąt, a przecież księgi nie notowały poronień, a z
uwagi na ciężką pracą fizyczną ponad siły, musiały się one przydarzać.
Umarła zapewne z wycieńczenia po ostatnim porodzie po długo oczekiwanej
córeczce Wiktorii. Musiała mieć komplikacje poporodowe i już nie wyzdrowiała
.... a jakąż wtedy była opieka medyczna ?
Jedna stara akuszerka, która przyjmowała wszystkie przychodzące na ten
świat dzieci. Pamiętam z jaką nabożną czcią i szacunkiem nasza mama
wskazywała dom pani Cisakowej - akuszerki, która zamieszkała właśnie w domu
pradziadka Edmunda chyba po jego śmierci.
Za życia prababci zaszło tyle rewelacyjnych zmian, jak np. budowa linii
kolejowej tuż pod jej domem, kilkanaście lat przed jej odejściem w zaświaty.
Można sobie wyobrazić, jak jej maluchy wyglądały przez okna swego domu na
sztrekę, aby zobaczyć tego rozpędzonego, parskającego parą czarnego potwora,
tuż na dole, gdzie tak niedawno ich ojciec miał stajnie i trzymał w niej
swoje konie i wozy. Musiał chyba je zlikwidować i może to był ten dodatkowy
stres, który ją zabrał ..... to zmartwienie .....co teraz z nami będzie,
odwieczne strapienie matki rodziny wielodzietnej.
Bo ze swych okien musiała oglądać kładzenie torów pod budowaną linię
kolejową, która dla niej oznaczała utratę dotychczasowego bytu, katastrofę
podstaw - ta likwidacja stajni i powstanie na jej miejscu torów tzw. sztreki
. Były to lata 1872 - 84 , a ona biedna nie rozumiała dlaczego takie
nieszczęście spadło na jej, właśnie rodzinę. Być może dziadek po utracie
miejsca swojej pracy zubożał, nie potrafił dostosować się do nowej sytuacji,
przekwalifikował się na szewca, aby dać utrzymanie wielkiej rodzinie i
dlatego proboszcz notuje w 1910 roku jego zawód jako szewc, kiedy pradziadek
jako narzeczony daje na zapowiedzi z trzecią kandydatką na żonę .
Miał wtedy 75 lat i wedle ówczesnego pojęcia był zgrzybiałym starcem, a
nadal mieszkały w jego domu najmłodsze dzieci i a należało uprawiać spory
areał ziemi przyznanej wielodzietnej rodzinie przez władze miasta z legatu
ks. Bochniewicza. Dlatego potrzebne były nowe ręce do pracy, aby podołać
zadaniu uprawiania pola, utrzymaniu zwierząt domowych, koni jako siły
pociągowej, krów jako dostarczycielek mleka i koniecznego nawozu do uprawy.
Dlatego ożenek pradziadka miał przede wszystkim aspekt ekonomiczny, nowa
żona, młoda, powinna gwarantować normalną egzystencję rodziny. Te hektary
ziemi z legatów znajdowały się poza miastem w kierunku do wsi Binarowa i na
mocy postanowienia dobroczyńcy Biecza, otrzymywały je każda z rodzin
wielodzietnych, jako że w XIX wieku już nie można było się utrzymać z samego
rzemiosła i uprawa roli stanowiła o podstawie bytu. Był to typowy proces we
wszystkich małych miasteczkach Małopolski, upodabniających się do
okolicznych wsi. Trzeba bowiem zauważyć, że na skutek zarządzeń austriackich
cały handel skupili w swych rękach Zydzi masowo napływający do miasteczek
.......Co czuła biedna babcia zmordowana ciążami i porodami i chorobami oraz
śmiercią swych niemowląt , niosąca cały trud prowadzenia i utrzymania domu ?
I jeśli pradziadek jako długoletni żołnierz wojskowego drylu zastosował w
domu owe zdyscyplinowanie domowników, to bezmiar jej poświęcenia i trwania
rodziny wydaje się uświęcony bezprzykładną cierpliwością i pokutą za nie
popełnione winy.
Zatrudniała do pracy sezonowej ludzi ze wsi, którzy byli w jeszcze
trudniejszej sytuacji ekonomicznej. Byli to tzw. zagrodnicy, chłopi nie
posiadający pola, a mieszkający dookoła Biecza w lichych chałupkach, lub
wyrobnicy, mieszkający kątem komornicy. Toż ona właśnie powinna być
ogłoszona świętą, Matką - Polką !!! Nic dziwnego, że na jej cześć nadawano
dziewczynkom - wnuczkom i krewnym jej imię, tak jak dostała je moja
cioteczna siostra Iga , widocznie jej mama opowiadała o babci Konstancji.
A gospodarność naszej mamy, która zapewne też słyszała z opowiadań od
swojego ojca Ignacego peany na cześć babci Konstancji, jak to była wspaniałą
gospodynią, najlepszą z matek, wszystko umiejącą i ze wszystkim umiejącą
sobie poradzić, łącznie z hodowlą krów i prowadzeniem gospodarczym domu,
prawie wiejskiego.
I od pierwszej połowy XVIII wieku wszystkie dzieje rodziny Kwiatkowskich
i Ołpińskich rozgrywały się na tej samej uliczce prowadzącej do grodu i
szpitala św. Ducha, później zwanym kr. Jadwigi, dwadzieścia kroków od płd.
wschodniej pierzei rynku naprzeciwko domu Pańskiego, i w latach powojennych
( po II wojnie świat) za domem Bartusiaka.
Czy malutki Przemek, jej XX wieczny potomek po kądzieli, trzymany przy
oknie z widokiem na rzekę Ropę i biegnący równolegle tor kolejowy - przez
swoją babcię Marię z Ołpińskich, a wnuczkę Konstancji miał pojęcie, że
oglądał ten sam zachwycający dla niego widok, który jego pra pra babcię
napawał przerażeniem i skrócił jej życie ? Tak wyglądają pokolenia i jakże
inne są ich spojrzenia na te same sprawy .... jak bolesne jest
niedostrzeganie i lekceważenie wysiłków poprzednich pokoleń, ich zmagania
się, aby potomkowie mogli się cieszyć i radować na gruzach ich bólu i
cierpienia, wyrzeczeń i heroizmu. tak ważne jest poznanie swych korzeni, aby
docenić tę nieustanną mrówczą pracę poprzednich pokoleń, aby ich nie
zmarnować, a przeciwnie otaczać czcią i należnym szacunkiem z obietnicą
kontynuacji wielkiego dzieła przodków.
Nawet nie wiem, gdzie są mogiły babci i dziadka na starym bieckim
cmentarzu, położonym na wysokim wzniesieniu, zapewne dawno je wielokrotnie
przekopano, żadnego śladu ich życia i bólu i pracy, tylko pamięć wnuków nich
będzie wiecznym wyrazem hołdu dla ich życia , niech trwa i nigdy nie
przeminie. |
|
|
List bardzo osobisty,
międzypokoleniowy, osoby przedwojennej do prężnego 35-latka. Dywagacje o
przodkach i wchodzeniu do Europy.
Kraków 13 grudnia 2002 r.
Drogi Pawle!
Jak w tytule, niech to będzie monolog wymuszony Twoimi uwarunkowaniami.
My nie musimy wchodzić na kolanach do Europy. My w niej jesteśmy od przeszło
tysiąca lat i oni, nasi sąsiedzi z za zachodniej miedzy są nam coś winni ,
za Przedmurze i krew przelaną pod Wiedniem, co było dla nas początkiem
klęski suwerenności, coś, za skrywany przez lata oficjalny lub mniej Drang
nach Osten, traktat Loevenwolda 1732 , kiedy trzy czarne orły wykreśliły nas
z mapy Europy pod względem politycznym i za wolne niebo nad Londynem.
I właśnie nasi przodkowie latami ciężkiego więzienia - nie tylko
eufemistycznie zwane zsyłką syberyjską - zapłacili Kufsteinem na przykład ,
Hradczym Kopcem , Theresienstadt ,więzieniem berlińskim, obozami III Rzeszy,
położonymi w zachodniej Europie. Te narody są nam coś winne za hipokryzje
wielu lat, ciemiężenia i eksploatacji ekonomicznej i politycznej. Dlatego
jest to dobry okres dla przypomnienia konsekwencji panowania habsburskiego ,
obalenie mitu dobrotliwego sprawowania władzy cesarzy europejskich,
niesienia dobrodziejstw zachodniej cywilizacji. To my ją wielokrotnie
obroniliśmy swym orężem wtedy pod Wiedniem i nad rzeką Wisłą, przed
cywilizacją Azji i jej okrucieństwa. Broniliśmy się przed janczarstwem,
germanizacją i zależnością każdego rodzaju. Dziś stoimy u progu ponownego,
totalnego uzależnienia, spełnia się marzenie i doktryna niemieckiego
kanclerza Kurta Georga Kiesingera :-:podporządkujemy sobie ten kraj i nasza
polityka nie będzie się nazywała agresją, bo wykupimy sobie bilet do powrotu
na ziemie wypędzonych, i ten nowoczesny Ordnung nabierze wyłącznie treści
ekononomicznej. I tak my będziemy dyktować zjednoczonej Europie nasze
warunki , będziemy potencjalnym olbrzymem wobec ekonomicznego karła. Naszym
przodkom uwięzionym w odrażających celach austriackich i pruskich więzień,
nie taka Polska się śniła i nie za taką oddawali swe młode życie, idąc
niemal bezbronnie naprzeciw politycznej przemocy mocarstwa, które potrafiło
swą polityką hipokryzji i zakłamania skłócić rodaków, aby ci najmniej
świadomi obrócili swą przemoc cepów, noży i kos przeciwko światłym umysłom i
gorącym sercom młodych synów szlacheckich, nowo powstałej inteligencji i
mieszczan. Dlatego trzeba wydobyć z mroku celowego i programowego
zapomnienia nazwiska Juliana Goslara, Edwarda Dembowskiego , braci
Czaplickich, Lesława Łukasiewicza, E.Ulatowskiego, Józefa Zaliwskiego, F.
Białkowskiego, K. Borkowskiego i wielu , wielu księży jak Zaboklickiego,
Bereźnickiego, Stokowskiego, Putałkiewicza,Spławińskiego, Wojnarowskiego ,
Morgensterna, Nahlika i chociażby naszego Ołpińskiego z Biecza. I trzeba
przypomnieć pracę polskich węglarzy - emisariuszy dr Karola Kaczkowskiego,
Jerzego Bułharyna, Adolfa Dawida, i Hugo Wiśniewskiego, Seweryna
Goszczyńskiego, Teofila Wiśniewskiego , Szymona Konarskiego, i Franciszka
Smolki, którzy bez kompleksów wobec dyktatu Europy zachowywali i walczyli o
suwerenność Polski, o jej odmienność narodowej tkanki.
To tylko kilka niezbędnych uwag tytułem wytłumaczenia, dlaczego
publikacja jest pilna, a Tobie pozostawiam realizację literacko -
publicystyczną wraz z prawem sięgnięcia po powyższe wspominki historyczne.
Pozdrawiam Anna |
|
|
Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus !
Czcigodny Przeorze!
Proszę mi wybaczyć tę formę listu, ale w XXI w jet ona najszybsza i
najwygodniejsza. Trochę się znamy , gdyż dzięki Ojca wstawienniczej pracy
redakcyjnej w Terra Biecensis zamieszczono w Nr 2 /2002 mój tekst o ś. p.
Władysławie Tryszczyle, moim ojcu. I teraz z całą rewerencją należną
Gwardianowi OO. Reformatów w Bieczu ośmielam się zachęcona poprzednim
sukcesem, poddać surowej krytyce następny materiał opracowany na potrzeby
aktualnego czasu, dotyczące wchodzenia do Europy przez XXI-wiecznych
europejczyków. Aby im pomóc wydobyć się z kompleksów, wymyśliłam sobie, że
dobrze będzie przypomnieć losy wcześniejszych rdzennych - polskich
europejczyków, którzy wcale nie turystycznie się znaleźli w jej centrum.
Przyznam się jednak, że jako długoletnia nauczycielka historii - wtedy z
przydomkiem nieprawomyślna - marzę o udostępnieniu tegoż tekstu młodzieży
bieckiego liceum. Proszę więc o konsultację, czy w tej formie może on zostać
skierowany do szkoły do wykorzystania. Mam na uwadze treści dotyczące
węglarstwa - nie chciałabym zamieszać bieckim pedagogom oraz katechetom,
którzy obecnie przedstawiają jedynie słuszne spojrzenie na masonerię p. St.
Krajskiego. Dlatego wolę schować się za autorytet Wielebnego Ojca, zanim ten
tekst do nich wyślę, gdyż jeśli młodzież nie jest przygotowana, to będą
mieli kłopoty wymienieni pedagodzy, z wytłumaczeniem różnic między dawnym, a
współczesnym pojęciem masonerii. Po prostu nie wiem jakich lotów jest
obecnie historyk w liceum, tudzież katecheci.
W zanadrzu mam drugi, bardzo ostry tekst dotyczący początków władzy
ludowej w powiecie jasielskim i Bieczu, pt. Prekursorzy PRL w Bieczu.
Chętnie go prześlę na Ojca adres z wiadomego powodu, ten czas nie sprzyja
takim wywodom, a w Bieczu mieszkają jeszcze potomkowie sprawcy morderstwa.
Wolę, żeby ten tekst pozostał do dyspozycji Ojca i przechowany na lepszy
czas, we właściwej szufladzie, gdzie znajdują się teksty wspomnień braci
reformatów np. z czasów okupacji, także dotychczas nie opublikowane. (
jestem wnuczką okupacyjnego burmistrza Biecza, wspomnianego w książce o.
Pasiecznika na str 129 Ignacego Ołpińskiego.)
Z ogromnym zainteresowaniem przestudiowałam dzieło ojca Pasiecznika,
które przed kilku dniami otrzymałam w prezencie gwiazdkowym. Wyd. w r 1984.
Ku wielkiej radości i zaskoczeniu znalazłam tam frapujące mnie wzmianki o
rodzinie, zakorzenionej w Bieczu od pokoleń. I teraz mam pytanie , licząc na
łaskawość Ojca Gwardiana i odpowiedź w wymienionych kwestiach, najkrócej jak
można, żeby nie absorbować cennego czasu mocno zajętego przeora.
Czy ojciec Pasiecznik jeszcze żyje ? Czy mogę z nim nawiązać kontakt
jeszcze na tym padole ?
Czy mogłabym uzyskać wgląd we wspomnienia braci i ojców Wajdy , M.
Szumiarza, Ł. Skalskiego?
Czy mogłabym w jakiś sposób uzyskać sprawdzenie danych imienia i
okoliczności daru proboszcza Ołpińskiego z 1733 roku - źródło AKB T. I, k
220.
Pragnę jeszcze nadmienić, iż mój dziadek mieszkał od fary oddzielony
jednym domem - dr. Romana Soczyńskiego oraz jedną pustą parcelą, na ul.
Kromera, był wybrany na funkcję burmistrza w roku 1938 jako animator Akcji
Katolickiej w Bieczu i szczery katolik prowadzony duchowym przewodnictwem
proboszcza i jeśli zgodził się przedłużyć funkcję na czas okupacji, to
musiał to uczynić po konsultacji i za zezwoleniem oraz poradą na odwieczne
pytanie "co czynić " w trudnej sytuacji swego przewodnika, jakim był
niewątpliwie dla niego proboszcz.
Wzmianka ojca Pasiecznika świadczy o cichym porozumieniu między
zwierzchnością Kościoła , którego przedstawicieli internowano w Waszym
klasztorze, a władzami okupanta; gwarantem spokoju miał być urzędnik
magistracki czyli mój ś.p. dziadek biegle władający niemieckim i angielskim.
W przeciwnym bowiem przypadku owi hierarchowie musieli by się znaleźć tak
jak syn Ignacego - Klemens w Auschwitz, którego ojciec nie wybronił przed
kaźnią na Pawiaku ani zgładzeniem w Oświęcimiu w roku 1942.
Z nadzieją na życzliwą odpowiedź, oraz naukową konsultacje w wymienionych
wyżej kwestiach pozostaję szczerze oddana Bogu i Waszej Wielebności Bóg
zapłać!
Kraków, dnia 15 grudnia 2002 Anna Tryszczyło - Mróz |
|
|
opr. Anna Tryszczyło - Mróz
wnuczka po kądzieli Ołpińskich z Biecza
23 stycznia 2003 |
|
|
Wiesz więcej? Napisz
KONTAKTY |
|
|
|